
Ziemia katyńska w urnach z czarnego dębu


Na oryginalny pomysł upamiętnienia Roku Katyńskiego wpadł Jan Maciej Łyko z Rudnika nad Sanem, wybitny artysta-rzeźbiarz, autor słynnego tronu papieskiego, wykonanego z czarnego dębu, na którym Jan Paweł II siedział podczas swojej pielgrzymki do Sandomierza w 1999 roku. - Z czarnego dębu rzeźbię właśnie swoiste urny, do których będzie wsypana ziemia z dołów katyńskich - tak bardzo wymowna. Urna ma kształt ołtarza, symbolizującego ofiarę. Nad nią znajduje się Matka Boża Katyńska - niezwykle charakterystyczna. Pod ołtarzem zrobiłem miejsce na ziemię, która będzie się znajdować za specjalną szybką - tłumaczy Łyko. Te niezwykłe rzeźby trafią do kilku parafii diecezji sandomierskiej. Dzięki nim parafie w bardzo ciekawy sposób upamiętnią Katyń, tym bardziej, że niemal z każdego miasta i miasteczka regionu pochodzą osoby, które zginęły w Katyniu, Charkowie lub Miednoje. O oryginalności pomysłu - zdaniem artysty - dodatkowo przemawia ów czarny dąb - materiał wyjątkowy i niezwykle cenny. Wyławia się go z dna Sanu, gdzie leżał przynajmniej tysiąc lat. Jest to materiał doskonale nadający się do rzeźbienia i przede wszystkim piekny. Czerń tego drewna jest wyjątkowa i z niczym nie da się jej porównać. Rzeźby Jana Macieja Łyko znajdują się na wszystkich kontynentach. Pewien misjonarz zamówił u rudnickiego artysty figurę MB Fatimskiej do RPA. Do Buenos Aires zaś poleciał Chrystus Frasobliwy. 35 stylowych krzyży zdobi sale lekcyjne Zespołu Szkół w Ulanowie. Chrystus trafił też na Wawel, jako prezent dla Jana Pawła II, natomiast płaskorzeźba Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu dotarła do Trybunału Sprawiedliwości w Sttrasburgu. - W życiu wykonałem ponad tysiąc prac: rzeźb i płaskorzeźb. Znajdują się w różnych instytucjach, u księży, osób prywatnych. Dużo podróżowałem i zwiedzałem kościoły szukając inspiracji. Tworzę z kilku powodów: życiowej pasji, potrzeby pozostawienia czegoś po sobie i wiary, która jest sensem mojego życia. Niektóre moje rzeźby są krwią malowane, bo w tym fachu nie unikniesz wypadków i skaleczeń. Pamiętam, że kiedy rzeźbiłem pewną drogę krzyżową bardzo cierpiałem... Nomen omen. Twórczość w cierpieniu? To się szczególnie przeżywa i dzieło wychodzi wyjątkowe...
Mariusz Bobula