Strona główna Czytelnia
Instytucje diecezjalne



BiskupiKuria DiecezjalnaSąd BiskupiStrona główna
• Bp sandomierski Krzysztof Nitkiewicz
• Bp pomocniczy Edward Frankowski
• Bp senior Wacław Świerzawski
• Kancelaria Kurii Diecezjalnej
• Wydziały Kurii Diecezjalnej
• Diecezjalne rady i komisje
Caritas Diecezjalana
(Strona własna)
Wiadomości
Kalendarium
DekanatyParafie
• Wyszukiwarka parafii
Sanktuaria 
Uczelnie i szkołyDomy rekolekcyjne
i domy kultury
Media diecezjalneMuzeum Diecezjalne
• Wyższe Seminarium Duchowne
• Instytut Teologiczny
• WZNoS KUL Stalowa Wola
• WZPiNoG KUL Stalowa Wola
• Katolickie Liceum i Gimnazjum
w Sandomierzu

• Katolickie Liceum i Gimnazjum
w Ostrowcu Świętokrzyskim

• Katolickie Gimnazjum i Liceum
w Stalowej Woli

• Katolickie Przedszkole i Szkoła
Podstawowa w Ostrowcu Św.

• Rodzina szkół imienia Jana Pawła II
• Centrum KEiFC Quo vadis w Sandomierzu
• Ośrodek TiFCh Augustianum w Radomyślu
• Ośrodek Formacyjny w Tarnobrzegu
• Dom Formacyjny w Gorzycach
• Katolicki Dom Kultury w Sandomierzu
• Katolicki Dom Kultury Arka w Racławicach
• Ośrodek Formacji Liturgicznej Zawichost
• Ośrodek Pomocy w Kryzysach Fundacji
Powrót w Zawichoście

• Pustelnia Złotego Lasu w Rytwianach
• Relaksacyjno-Kontemplacyjne Centrum
Terapeutyczne SPeS w Rytwianach
• Diecezja Sandomierska w Internecie
• Gość Niedzielny
• Kronika Diecezji Sandomierskiej
• Niedziela
• Studia Sandomierskie
Dom Księży Emerytów
Katolickie Centra Pomocy Rodzinie
Wydawnictwo Diec.
i Drukarnia
(Strona własna)
Fundacja "Serce bez granic" (Strona własna)
  

» CZYTELNIA » WYKAZ WEDŁUG AUTORÓW (111)   
M E N U

Według autorów

Według tytułów

Wyszukiwanie

Nowości wydawnicze



Główna Indeks



Nr strony



Wyszukiwarka ...




Bł. ks. Antoni Rewera

O łagodności i takcie kapłana

Nauka wygłoszona na konferencji dekanalnej w Obrazowie dn. 28 kwietnia 1932 roku
"Uczcie się ode Mnie, żem jest cichy i pokornego serca" Mat.XI.29

Najdostojniejszy Pasterzu! Kochani Bracia Kapłani!

Mając mówić o łagodności i takcie w pełnieniu swego urzędu, muszę najpierw ustalić pojęcie łagodności i taktu, aby ta rzecz lepiej nam się uwydatniła i stała bardziej zrozumiała, a następnie okazała dla nas dostępna i nieodzowna. Cóż to jest łagodność? Jest to cnota wyrozumiałości dla słabości ludzkich i okazywanie serca bliźnim; nieostrość, niesurowość, przyjemność. Jakże się ona objawia? Objawia się rozmaicie w fizjonomii człowieka, w jego spojrzeniu, uśmiechu, głosie, w mowie, w ruchach, w całym postępowaniu, czyli obyczajach, w jego umyśle i sercu, w jego charakterze. Stąd mówimy:, jaki to człowiek łagodny, jakie jego obejście łagodne, uprzejme, miłe, pociągające; jak miło na tego człowieka spojrzeć, jak miło się do niego zbliżyć, jak przyjemnie z nim obcować, jak każe jego słowo, spojrzenie, uśmiech każdy pociąga, tak by się chciało z nim jak najczęściej mieć doczynienia, obcować, bo coś do niego ciągnie, po prostu lgnie się do niego. Dlaczego tak? Bo ma serce, bo jego rozum i serce opromienione miłością.

A gdy człowiek łagodny jest zwierzchnikiem, przełożonym, to przemiły wytwarza się pomiędzy nim a podwładnymi stosunek, pełen zaufania, synowski, dziecięcy. Choć się gniewa, upomina, karci lub karze, czyni to w sposób nie trudny, nie przykry do zniesienia, bo znać z jego zachowania się, z głosu, z mowy, że to ojciec, że to przyjaciel, który wolałby chwalić, nagradzać niż upominać, karcić lub nawet karać, że go to dużo kosztuje, gdy się do tego czuje zmuszonym. Dlaczego? Bo jego łagodność płynie z ukochania. Z tego powodu, z dobrej woli, podwładni jak najbardziej unikają wszelkiej okazji wyrządzania mu przykrości. Tyle o łagodności.

Cóż to jest takt tak konieczny w życiu? To zdrowy sąd o rzeczach i stosowne postępowanie z ludźmi. Stąd mówi się: mieć takt, nie mieć taktu, on pokazał takt, oto człowiek z taktem albo bez taktu, aż miło mieć doczynienia z człowiekiem taktownym albo uchowaj Boże od tego człowieka nietaktownego. Stosunki z ludźmi taktownymi ogromnie ułatwiają życie, a przeciwnie z nietaktownymi czynią je ciężkim, nieznośnym. Przy pomocy taktu można z każdego położenia choćby najtrudniejszego wyjść na cało. Bez taktu najprostsze rzeczy tak się komplikują, że z nich wyjście nadzwyczaj trudne. Mieć doczynienia z nietaktownym kolegą, sąsiadem to męka. A cóż dopiero mówić, gdy nietaktowny zajmuje, jakie stanowisko zwierzchnicze? Ile to stąd wynika nieprzyjemności, kłopotów, szkód a nawet zgorszeń!

Jakie źródło nietaktu? Oto brak zdrowego pojęcia o rzeczach, płynący zazwyczaj z braku pokory, z pychy. Ona to zaciemnia umysł skądinąd niekiedy zdrowo na rzeczy patrzących, ona to zaślepia nawet rozumnych i nie pozwala na stosowny sąd i na stosowne postępowanie, wychodzenie z ludźmi. Ona to pozbawia człowieka tego umiaru i roztropności w słowach, obejściu, zarządzeniach, jakiego dana sprawa, dane położenie, pewne okoliczności wymagają.

I łagodność i takt mogą być do pewnego stopnia wrodzone lub nabyte pracą, doświadczeniem. Mogą być własnościami człowieka czysto przyrodzonymi. Ale u chrześcijanina, a tym bardziej u kapłana muszą one być nadprzyrodzonymi, przy pomocy łaski Bożej zdobytymi, bo inaczej nie byłyby miłymi Panu Bogu, zasługującymi na nagrodę wiekuistą.

Po tym, com powiedział, przejdźmy do kapłana, duszpasterza zwłaszcza. Czym że jest łagodność kapłańska? Jest to cnota, która płynąc z chrześcijańskiej miłości, czyli z pobudek nadprzyrodzonych, czyni kapłana wewnętrznie i zewnętrznie miłym Bogu, uprzejmym, przystępnym, pociągającym dla wszystkich bez różnicy ludzi i we wszystkich okolicznościach współżycia z nimi.

Dzięki tej cnocie można o nim powiedzieć, że zrozumiał słowa Chrystusowe: "uczcie się ode Mnie, żem jest cichy i pokornego serca" (Mat.XI.29), że je sobie przyswoił, że niemi do głębi duszy się przejął tak, iż ma na sobie pewne podobieństwo do Chrystusa, że to drugi Chrystus. Widać po nim, czuć to z całego jego postępowania i odezwania, że przeszedł szkołę Chrystusową tj., że śledził i badał życie Pana Jezusa od żłóbka aż do Wniebowstąpienia, w Betlejem, w Egipcie, w Nazarecie i w różnych miejscowościach Jego ziemskiej ojczyzny; że podpatrzył Jego łagodność, dobroć, łaskawość w domku nazaretańskim w stosunku do swoich najbliższych, potem do uczniów i apostołów, do rzesz, do uczonych, prostaczków, do przyjaciół i wrogów, do sprawiedliwych i grzeszników, do cywilnych, wojskowych i duchownych. Bo też poza Jezusem Chrystusem nie ma naprawdę istotnych wzorów łagodności. Wprawdzie Pismo święte mówi nam o Mojżeszu, że był mężem bardzo cichym (Liczb XII.31), mówi też o cichości i łagodności Dawida, lecz czym że ci dwaj mężowie byli wobec Chrystusa Pana? Oto figurami wobec rzeczywistości, księżycami, jeśli się tak wyrazić godzi, wobec słońca sprawiedliwości. Każdy, zatem kapłan ma obowiązek kształcić się w szkole Chrystusowej, aby stał się kapłanem według Serca Bożego.

Usposobieniem łagodności jest baranek. To też nie dziw, że Pan Jezus był przepowiedziany przez Izajasza i Jeremiasza, jako baranek cichy, że św. Jan Chrzciciel pokazując Go rzeszom nad Jordanem, zawołał: "oto Baranek Boży". Pan Jezus uczył cnoty łagodności w sposób bardzo obrazowy, bo powiedział, jeśli cię, kto uderzy w jeden policzek nadstaw mu drugi, a jeżeli zabiera ci płaszcz nie zabraniaj mu i sukni. Lecz nie dość, że słowy jej uczył, poparł ją własnym przykładem. Całe Jego życie to wymowny wzór łagodności. Nie mówiąc o jego łagodności dla Matki Najświętszej i dla św. Józefa, której wykonywanie w obcowaniu z nimi nie przedstawiało, po ludzku mówiąc, żadnej trudności, jakżeż się łagodnym pokazuje w ciągu swej publicznej misjonarskiej działalności, gdy musiał się stykać z najrozmaitszymi ludźmi różnych charakterów, usposobień, poglądów, wad, nałogów i grzechów! Ileż musiał okazywać łagodności względem swoich uczniów, ludzi prostych i bez wychowania, zanim wyrobił ich na przyszłe apostoły i siewce prawdy! Jakąż łagodnością jaśnieje w stosunku do grzeszników. Ma dla nich jedynie uczucie pełne słodyczy i miłosierdzia. Gorszą się z tego faryzeusze i miano mu przyjaciela grzeszników, według ich przekonania hańbiące, dają. On na to wcale nie zważa i dzieła łagodności prowadzi. W najwyższym stopniu okazała się Jego łagodność w czasie męki, doznał jej Judasz, doświadczyli oskarżyciele, sędziowie i kaci. Dlatego św. Paweł Apostoł pisząc do Koryntian zaklina ich "przez cichość i łaskawość", czyli łagodność Chrystusa.

Tenże apostoł w liście do swego ucznia Tymoteusza, wyświęconego przezeń na kapłana i biskupa Efezu, powiada: "Słudze Pańskiemu nie trzeba się wadzić, ale układnym tj. łagodnym być ku wszystkim". Każdy, przeto kapłan, jako sługa Boży - winien tę cnotę posiadać, aby dla wszystkich ludzi, nad którymi jest, lub będzie postawionym, był "układnym" łagodnym, gdyż bez tego nie będzie on podobnym do pierwowzoru kapłanów do Jezusa Chrystusa i nie podoła w żaden sposób swemu powołaniu. Musi, zatem dla siebie tej cnoty pragnąć, o nią się modlić i wciąż przez usilną pracę nad sobą zdobywać ją sobie, aby mógł z apostołem narodów powiedzieć o sobie: "naśladowcami moimi bądźcie jakom ja jest Chrystusów". Bez osiągnięcia tej cnoty nie może się stać miłym ani Bogu ani ludziom. Chrystus Pan na sądzie powie doń: "nie znam cię", a wierni przezeń zgorszeni, źle traktowani nie będą go chwalić w obliczu Boga Sędziego, lecz potępiać.

Św. Wincenty a Paulo mówi, że wszyscy ludzie tak są nastawieni, że chcą, aby ich traktowano łagodnie, aby do nich nie mówiono w sposób przykry, aby ich nie upominano słowami twardymi. Św. Franciszek Salezy taką podaje, co do upominania i nagan rację: "nagana, mówi, to owoc gorzki, który nie da się strawić, o ile się go nie poda w przyprawie łagodnej, słodkiej". Tenże święty w tej mierze stawia zasadę, że w życiu wszystko da się załatwić łagodnością, dobrocią a nie siłą; cierpkość wszystko psuje, zatwardza serce, rodzi nienawiść i upór.

Kapłan powinien być łagodnym, gdyż jest nauczycielem tego zakonu, któremu na imię miłość. Ten zakon burzy się i niweczy w parafii, jeśli mowa duszpasterza do dusz mu powierzonych zamiast być zaprawiona serdecznym uczuciem, tkliwością, łaskawością, łagodnością jest twarda, sucha i ostra, jeżeli jego obejście zamiast być życzliwym, miłym, ujmującym jest porywczym i towarzyszą mu wybuchy złego usposobienia; jeżeli wymówka, napominanie jest gorzkie i gwałtowne. Tymczasem dość byłoby zapytać tego kapłana, czy chciałbyś, aby ciebie, gdybyś był na miejscu swoich parafian, tak traktowano, jak ty ich traktujesz; czy chciałbyś by do ciebie przemawiano, jak ty przemawiasz; by ciebie władza duchowna tak karciła, jak ty lubisz karcić? A na pewno odpowiedziałby, że inną zupełnie modłę i miarę chciałby mieć zastosowaną do siebie. Nie należy, przeto czynić innym tego, czego nie chcemy, aby nam czyniono; przeciwnie czyńmy tak innym, jakbyśmy chcieli, aby nam czynili czy to kapłani czy świeccy, czy też władza nasza. To prawo natury, to rzecz kardynalna, to święty obowiązek chrześcijański a cóż dopiero kapłański, gdy się jest człowiekiem Bożym. Homo Dei. (I Tym.VI.11)

Kapłan łagodny, zapatrzony w codziennym rozmyślaniu i nawiedzeniu Najświętszego Sakramentu na swego Boskiego Mistrza, jako proboszcz na zasadach łagodności, dobroci ułoży po bożemu swój stosunek do kapłanów sąsiadów a zwłaszcza do kapłanów, z którymi codziennie pracuje, jako proboszcz lub jako wikary. Jego kazania nie będą wciąż gromiące, karzące, przygniatające, - lecz oświecające, nauczające, podnoszące. Jego wszystkie posługi kapłańskie będą budujące, obudzające dla tajemnic wiary cześć, uszanowanie, nabożeństwo. Jego stosunek, zwłaszcza do grzeszników, przystępujących do konfesjonału, w którym zasiada, będzie odwzorowywał Chrystusa Pana, jako dobrego Pasterza, szukającego zagubionej owieczki. W konfesjonale nie będzie naśladował myśliwego, który w sposób gwałtowny poluje na zwierzynę, lecz raczej rybaka, który niepostrzeżenie i łagodnie zapuszcza sieć, aby ryb zwłaszcza tych grubych nie odstraszyć. Zawód apostolski nie może być gwałtowny, nagły, surowy, szorstki, łający, wojowniczy, lecz łagodny, roztropny, przezorny (...) ludzi musi dusze pociągać a nie odstraszać i zrażać. W konfesjonale okazuje się lekarzem, który dusze trądem grzechowym zarażone z miłością i litością przyjmuje, leczy delikatnie, cierpliwie z nimi się obchodzi. Rozumie, bowiem, że je przysłał mu sam Chrystus, który ongiś trędowatym kazał się okazać kapłanom, że te dusze są: "aż nadto nieszczęśliwe, że im trzeba ratunku, pociechy, podniesienia, otuchy, że ich nie wolno gnębić i ostatnią iskierkę nadziei surowym, bezlitosnym, gorzkim, szorstkim wymyślaniem odbierać". Ileż to szkód, krzywd i zgorszeń powoduje kapłan nieznający cnoty łagodności!

Na stopie wojennej z sąsiadami proboszczami lub ze swymi współpracownikami, a tym bardziej z parafianami, władza też diecezjalna ma od niego za swoje. Wierni odbijają się od kościoła, mijają jego konfesjonał, nie chcą słuchać jego kazań, gdy ktoś musi przed ślubem lub jako chory przed nim się spowiadać czyni to ze strachem, bez usposobienia religijnego, a niejednokrotnie spełnia świętokradzko. Walki z parafianami nie tylko zniechęcają ich do jego osoby, do swojej świątyni, ale nawet doprowadzają do odstępstwa od wiary. Co za straszne następstwa działalności kapłana, który się wadzi i nie jest układny (...) ku wszystkim.

Co się tyczy taktu to i pod tym względem kapłan ma w Chrystusie Panu jak najpiękniejszy wzór. On, bowiem jako Mistrz wszechwiedzy miał jak najlepszy sąd o wszystkim i znał ludzi na wskroś i wiedział jak z nimi rozmawiać, gdy do nich szedł lub gdy oni do Niego przychodzili, jak z nimi postępować, by ich oświecić, nauczyć, pociągnąć, nawrócić. Jakżeż sobie taktownie postąpił z Samarytanką, którą pierwszy zagadnął, a potem powoli wzbudził ku sobie jej zaufanie, cześć dla siebie i wiarę i uczynił ją apostołką tej wiary, która doń swoich współobywateli przywiodła. Jakżeż taktownie począł sobie z Zacheuszem celnikiem, gdy go ujrzał na drzewie prostą ciekawością ujrzenia Go powodowanego. Sam się doń zaprosił, o czym tenże nawet nie marzył i do tego rzecz doprowadził, że się wesele stało domowi Zacheuszowemu, że się stał znowu prawdziwym synem Abrahamowym. Jakiż takt okazał, gdy Go na sędzię jawnogrzesznicy wezwano, iż zamiary oskarżycieli pokrzyżował, a jej duszę nieszczęsną dla nieba pozyskał. Taktem, umiarem sidła na siebie przez wrogów zastawiane umiał zniweczyć i swą godność mesjańską obronić. Na zarzut, że z grzesznikami obcuje i jada jakżeż taktownie odpowiada, że nie zdrowi potrzebują lekarza, lecz chorzy lub na zarzut, że samarytaninem jest i diabła ma, odpowiedział z największym taktem, wykazując niemożebność walki szatana z szatanem albowiem upadłoby królestwo jego.

Kapłan chcąc nauczyć się taktu musi znowu iść do szkoły Chrystusowej, wczytywać się w karty Ewangelii i przypatrywać taktownym czynom Chrystusowym, przysłuchiwać najtaktowniejszym Jego naukom, pytaniom, odpowiedziom. Tam musi podziwiać, z jakim taktem obchodzi się Pan Jezus z ludźmi różnych stanów, którym wszystko dobrze czynił, choć jako Bóg przewidział ich niewdzięczność, złość i zdradę. Kapłan musi też modlić się do Boskiego Pasterza i Mistrza o ten talent taktu, boć wszystko daje tym, którzy Go o coś zgodnego z wolą Jego proszą. A przecież takt to dla kapłana rzecz nieodzowna. Bez niego ani rusz. Zamiast być "sługą dobrym i wiernym", to się stanie podobnym do włodarza, co rozproszył dobra Pańskie, a w tym razie rozproszył dobra Króla niebieskiego - dusze Krwią Pańską odkupione.

Kapłan nietaktowny swoim zewnętrznym wyglądem będzie ludzi źle usposabiał do siebie, gdy się na światowca będzie przerabiał, zaniedbując strój duchowny, a strojąc się albo całkiem po świecku lub przy sukni nosząc pewne szczegóły toalety świeckiego człowieka, jak kołnierzyk, krawat, zapuszczając bokobrody, trefiąc włosy; gdy się będzie wdawał ze światowcami; gdy będzie się lubował w damskim towarzystwie, w sutych przyjęciach, w zabawach, w tańcach, teatrach; gdy swoje mieszkanie tak urządzi, że nikt nie domyśliłby się, że tu mieszka Homo Dei - kapłan; gdy plebanię przerobi na restaurację, na klub karciarski; gdy w towarzystwach dobrych nie potrafi zachować miary; norm taktu i szlachetnego zachowania się i delikatnych form towarzyskich; gdy odwiedziny po to jedynie odbywa, aby coś skorzystać, dostać, a więc w sposób interesowny bez wyższej myśli; gdy nadskakuje i schlebia możnym tego świata, a lekceważy maluczkich; gdy na ambonie dobiera nieodpowiednie tematy lub posługuje się porównaniami, obrazami, słowami ubliżającymi urzędowi nauczycielskiemu; gdy podczas ofiary mszy świętej lub przy innych czynnościach świętych bez namaszczenia, spogląda na wsze strony, krzyczy, łaje na służbę kościelną, ministrantów; gdy nawet posuwa się do szarpania i bicia penitentów; gdy nie umie wejść w położenie tych, co się spóźniają czy to do wywodu, czy do chrztu, czy do spowiedzi i komunii i zaraz wybucha łajaniem; gdy do chorych nie lubi jeździć z racji gości lub niepogody, pory nocnej i nie żałuje wtedy dość dosadnych słów tym, co go o posługę proszą; gdy nie umie uszanować majestatu śmierci i przy pogrzebach rodzinie rani serce swym bezwzględnym żądaniem, co do opłaty za te czynności; gdy nie lubi ani tych, co do niego po radę i pociechę śpieszą, co u niego ratunku, jałmużny szukają obdarzając ich stekiem wyrazów niecenzuralnych. Całą litanię, można by przytoczyć czynów nietaktu kapłańskiego, które szkodzą nie tylko jednostce kapłańskiej, ale i całemu stanowi duchownemu. Ileż z tego powodu ma nieprzyjemności władza duchowna!

A cóż sobie taki kapłan gotuje? Los nieszczęsny tutaj i po śmierci. Niekiedy nawet gorliwość przesadna, nieroztropna dobrych skądinąd kapłanów powoduje niemałe szkody duchowe i zgorszenia zamiast chwały Bożej i pożytku dusz. Inna rzecz chwilowe jakieś nietakty, a inna stałe; inna rzecz, gdy ktoś je dostrzega i stara się je naprawić i na przyszłość unikać, a inna, gdy ktoś nie da się pouczyć, przekonać, że źle sobie poczyna, gdy nikogo nie chce słuchać i w zarozumiałości swej głupiej jest przekonany, że sposób jego mówienia i postępowania jest najlepszy, że jedynie złej woli ludzie nie chcą go zrozumieć i do niego się zastosować. Taki nikomu nie daje sobie klina nietaktu z głowy wybić i nietaktownym pozostanie, aż do śmierci. Bywają wprawdzie nietakty małe i tak zwane grube. Kapłanowi, który według myśli Bożej winien być "solą ziemi i światłością świata", czyli jak mówi św. Ambroży "przewodnikom do świętości nie tylko trzeba się strzec grubych nietaktów, ale i małych unikać". Piotr Blozjasz powiada:, (...) "Co małym grzechem jest dla świeckiego to śmiertelnym dla kapłana", a św. Bernard: (...) "U świeckich żarty są żartami, a w ustach kapłana bluźnierstwami". To da się zastosować i do małych nietaktów. Gdy słońce świeci, to mało, kto na nie spojrzy, ale niech tylko plama, jaka na nim się pokaże, natychmiast miliony oczu, nawet uzbrojonych w szkła pilnie na nie patrzy. Podobnież rzecz się ma z kapłanem. Gdy dobrze żyje mało, kto na niego zwraca uwagę, ale niech tylko popełni, jaki nietakt, wszyscy się nim zajmują i potępiają.

Dla dobra Kościoła i Ojczyzny, dla pożytku własnego i dusz nam powierzonych bądźmy łagodnymi i taktownymi, aby wedle słów św. Piotra Damiana, każdy w życiu naszym mógł czytać, co czynić, a czego unikać wypada, byśmy się stali na mocy orzeczenia (...) "wzorem ludzi świeckich - Vita clericorum forma aest laicorum".


Nadesłane artykuły opublikowane w serwisie internetowym są własnością autorów.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.


W górę
Cofnij Strona główna Copyright © 2000-2017 by Diecezja Sandomierska
Poinformuj Redakcję Portalu: www@sandomierz.opoka.org.pl
Aktualizacja: 7 czerwca 2011