Bł. ks. Antoni Rewera
Kapłan a Eucharystia
Konferencja duchowna.
(Kronika Diecezji Sandomierskiej. Rok XXVII. Wrzesień 1934 r. Nr 9.)
"To jest Ciało moje, to jest Krew moja...
i wy to czyńcie na pamiątkę moją".
(Mateusz 26. XII)
Kochani Bracia Kapłani! Mając rozwinąć temat "Kapłan a Eucharystia" najsamprzód muszę zaznaczyć, że sakramenty Eucharystia i Kapłaństwo są z sobą tak ściśle zjednoczone, jak żadne inne, ponieważ są względem siebie, że tak powiem, bliźniaczymi. Zrodziła je, bowiem moc Chrystusa jednocześnie. Po słowach, przeistaczających chleb i wino w czasie Ostatniej Wieczerzy na Ciało i Krew boską nastąpiły bezpośrednio owe: "i wy to czyńcie na pamiątkę moją". Jezus Chrystus, występujący wtedy po raz pierwszy, jako najwyższy Kapłan odprawił prymicyjną Mszę, rozdał pierwszą Komunię i zarazem przelał swą władzę kapłańską na apostołów z tym, by oni ją dalej przelewali, przekazywali.
Ponieważ chciał pozostać z nami na zawsze, abyśmy nie byli "sierotami" (Jan XIV. 18), obmyślił cudowny sposób tego wśród nas przebywania przez ustanowienie Eucharystii, jako ofiary i jako pokarmu i zarazem stworzył czynnik, przez który ta ofiara i tenże pokarm mogły się nieustannie przy życiu utrzymać, stać wiecznotrwałymi. Stąd wynika najzupełniejsza łączność pomiędzy Eucharystią a kapłaństwem, absolutna ich od siebie zależność. Nie może, zatem istnieć Eucharystia bez kapłaństwa ani kapłaństwo bez Eucharystii. Dlatego też Chrystus Pan pozostał w Kościele świętym pod postaciami eucharystycznymi i pod postacią kapłaństwa. Za pośrednictwem kapłaństwa wciąż ponawia cud wielkoczwartkowy przetwarzania, czyli przeistaczania chleba i wina na Ciało i Krew Swoją przez usta kapłańskie, ofiarowania ich Ojcu niebieskiemu przez ręce kapłańskie i rozdzielania chleba anielskiego za pośrednictwem kapłanów swoim wiernym, bo Mu "żal tego ludu" (Marek VIII.2), by nie ustał w drodze do ojczyzny niebieskiej.
Z tego wynika, że Eucharystia to Chrystus, jako ofiara i jako pokarm, a kapłaństwo to Chrystus, jako ofiarnik. Dzięki temu właśnie mógł św. Paweł napisać, że kapłani "zamiast Chrystusa poselstwo sprawują" (II Kor V. 20). Najprzedniejszą cząstka tego "poselstwa" to urząd ofiarnika, to możność sprowadzania Baranka Bożego na ołtarze. Ze sprawowania Boskiej ofiary eucharystycznej największe spływa na kapłanów dostojeństwo, najwyższy urząd, największa władza. To też z tą władzą i z tym dostojeństwem żadna inna władza, żadne inne dostojeństwo pod niebem nie da się porównać. To, co kapłani podczas mszy św. dokonują, jest, jak powiada św. Tomasz z Akwinu, "cudem największym" - "Miraculorum ob ipso factorum maximum" (Opusculum 57). Stąd św. Augustyn, pełen zachwytu na widok urzędu kapłańskiego woła: "O czcigodne dostojeństwo kapłanów, w których ręku Syn Boży, jak gdyby w żywocie Dziewicy, dokonuje Swego wcielenia".
I. Z tego wszystkiego, co powiedziałem samo przez się wynika, że kapłani bardziej, niż ktokolwiek inny, winni Eucharystię otaczać osobliwą czcią i mieć do niej szczególne nabożeństwo. Tak, bez wątpienia, my kapłani, do których Boski Kapłan w osobie apostołów wyrzekł: "nie wyście Mnie obrali, ale Jam was obrał" (Jan XV. 16), "Już was nie będę nazywał sługami, lecz przyjaciółmi" (Jan XV. 15). Mamy tajemnicę ołtarza otoczyć największym uszanowaniem, całym sercem przy niej trwać i w niej niejako je zatopić, abyśmy z Chrystusem byli jedno, jako On z Ojcem jest jedno (Jan X. 30); Mamy życiem Jego żyć, miłością Jego gorzeć, dlań się najzupełniej poświęcić i wszystkich ku Niemu pociągnąć, aby zasługi Jego życia, męki i śmierci oraz Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia te owoc przyniosły, jakiego Boskie Jego Serce pragnie.
Eucharystia to ośrodek życia Kościoła Bożego. Ona, bowiem promienieje na całą owczarnie Chrystusową tak, iż bez niej byłaby w ciemnościach pogrążona; ona ją przy życiu utrzymuje tak, iż bez niej głodem by przymierała; ona je zagrzewa tak, iż bez niej zamarwiała by z zimna. Lecz o tyle te cuda sprawia, o ile kapłani po apostolsku na Swój urząd patrzą i po apostolsku go sprawują. Od ich wiary, od ich nabożeństwa, od ich gorliwości ku niej w znacznej mierze zależy jej promieniowanie w duszach, żywienie ich i rozgrzewanie, a tym samym ich życie nadprzyrodzone, świątobliwe, doskonałe, które je uczyni godnymi zmartwychwstania i żywota Chrystusowego. W nasze, zatem ręce złożył Chrystus wszystko, co zdziałał, a nawet Samego Siebie, jako "Więźnia miłości".
Chcąc Mu się odwdzięczyć za wiarę, jaką On nam okazał, za nadzieję, jaką w nas położył, za miłość, jaką ku nam zapałał, otoczmy nawzajem boską Jego osobę wielką, żywą wiarą, silną niezachwianą nadzieję, - stałą nigdy niestygnącą miłością, pamiętając, że On to nasza "droga, prawda i żywot" (Jan XIV. 6), że On to nasz Mistrz i Przyjaciel, że On to nasz Pan i Bóg nie tylko w zaświatach siedzący na prawicy Ojca, ale i wśród nas mieszkający na ołtarzach w tabernakulum.
II. Jakżeż się ma ku niemu objawiać nasza wiara, nadzieja i miłość, aby były prawdziwe, nam samym i owieczkom naszym zapewniające dostanie się do przybytków niebiańskich. Oto w ten sposób, że na świecie nic bardziej nie powinno nas zajmować jak Chrystus, bo On nasz, a my Jego, bo my "lud Jego i owce pastwiska Jego" (Psalm LXXVIII 13), bo my jego własnością na mocy nie tylko stworzenia i odkupienia, ale i wybrania. O ile On będzie naszym skarbem, o tyle będziemy Jego własnością, Jego czeladką, Jego przyjaciółmi. To zaś ma się ujawniać przez wyrzeczenie się własnych interesów a poświecenie najzupełniejsze interesom Chrystusowym. Wszak do pierwszych kapłanów powiedział: "Jam was obrał, abyście szli i owoc przynieśli, a owoc by wasz trwał" (Jan XV. 16). Ściślej rzecz ujmując, my kapłani całym sercem musimy dążyć do uświecenia własnego, abyśmy byli dlań żywą świątynią. Następnie, my kapłani, winniśmy otoczyć troską to, co się odnosi do Eucharystii, a więc nasze kościoły, a w tych kościołach ołtarze, tabernakulum, bieliznę i szaty liturgiczne, księgi i naczynia święte, światło lampki wiecznej i ołtarzowe, opłatki i wino, ministrantów, budownictwo i malarstwo kościelne, oraz muzykę i śpiew liturgiczny, odprawianie mszy świętej i rozdawnictwo chleba eucharystycznego. - Słowem wszystko, co podnosi ducha ludzkiego ku rzeczom wyższym, co czyni ludziom pobyt w świątyni miłym, dzięki czemu czują i rozumieją, że są w domu Bożym, że tu jest "brama niebios", (Rozdz. XXVIII.17).
Raz Pius IX niespodziewanie odwiedził jeden z kościołów rzymskich i zobaczywszy pył pokrywający sprzęty, na wzór Pana Jezusa, który pisał palcem na piasku, na pulpicie skreślił palcem te słowa: "Widziałem. Pius IX". Jakież przerażenie musiało ogarnąć rządcę kościoła, gdy przeczytał naganę swego niedbalstwa o ochędóstwo świątyni, skreśloną ręką Namiestnika Chrystusowego! Ileż to czyni się starań o czystość i przystrojenie domu Bożego przed wizytą pasterską, by się nie spotkać z naganą biskupa! Lecz nam kapłanom daleko więcej winno chodzić o to, że nasze świątynie nawiedza, ba nawet w nich mieszka boski Rewident Jezus Chrystus i dlatego nasza gorliwość o świątynie przede wszystkim i jedynie przez wzgląd na Niego, winna się objawiać i to ustawicznie, byśmy mogli z Psalmistą powiedzieć: "Panie, umiłowałem ochędóstwo domu Twego i miejsce zamieszkania Twego" (Psalm XXV. 8).
Ta gorliwość ma dotyczyć, jak wyżej powiedziałem, wszystkich szczegółów. Zakrystia przez wzgląd na Eucharystię tak winna być utrzymana, by w niej aparata i bielizna, książki liturgiczne oraz cała argenteria, hostie i komunikanty, a także wino były należycie pomieszczone i by w niej modły kapłańskie, msze św. poprzedzające, i po niej następujące, swobodnie odprawiać się mogły. Ołtarze maja być pięknie przystrojone tj. maja mieć piękne i niezakurzone krzyże i lichtarze, świece woskowe równe, nie za krótkie; obrusy czyste i całe, okrywające boki ołtarzy; - nastawy w porządku utrzymane, obrazy ładnego pędzla; kwiaty naturalne, wciąż odmieniane; dzwonki miły dźwięk wydające; dywany całe, niepoplamione; tabernakulum na kluczyk srebrny zamykane, jedwabiem wewnątrz wybite, od czasu do czasu odkurzone; patena do Komunii schowana, wraz z korporałem w bursie ładnej; tacki dobrze utrzymane; ornaty i bielizna liturgiczne, co do materii i kroju, bez dziur i strzępów; biret niezatłuszczony i niełamiący się; kielichy i pateny srebrne, pozłacane; monstrancja bez kurzu i brudu w różnych zakamarkach; palki lniane a nie bawełniane; stuły z czystymi koloratkami; tuwalnie całe i czyste; zasłona - umbrakulum pasująca do ołtarza, pięknie haftowana, w ramach mniej lub więcej ozdobnych, a nie włóczkowa, w byle, jakiej oprawie; lampka wieczna w ładnym lampionie, stale dniem i nocą świecąca, oliwą napełniona; opłatki z wyborowej mąki pszennej i z artystycznym wizerunkiem krzyża, czy monogramem Chrystusa; wino pewne, nie u Żydów kupowane dla swej taniości, gdyż tu chodzi o ważność ofiary świętej i prawdziwość komunikantów świętych. - Co się tyczy Mszy świętej to winna być odprawiana ani za prędko, ani za powolnie, według rubryk, z namaszczeniem; komunia zaś święta z całym uszanowaniem rozdawana i to często by wierni, którzy częstokroć nie bardzo rozporządzają czasem, nie byli zmuszeni długo na nią czekać i po przyjęciu, czym prędzej do zajęcia śpieszyć. Ministranci i służba kościelna do mszy świętej i komunii świętej w czystych komżach pobożnie mają usługiwać. Gra organowa harmonijna i śpiew religijny poważnie prowadzone winny dodawać powagi i uroku mszy świętej. Wszystko, zatem, co się odnosi do świętej liturgii, ma być godne domu Bożego i służby Panu Bogu należnej.
III. Rozumie się, że ze wszystkich tych rzeczy najwięcej troszczyć się należy o mszę świętą, by ją wierni pokochali, by się do niej skwapliwie garnęli. Ona, bowiem, jako ustawiczne ponawianie ofiary wielkoczwartkowej i wielkopiątkowej, jest w Kościele rzeczą najważniejszą. Stąd czcigodny Tomasz á Kempis pisał: "Tak ci się nową i godną wdzięczności wydawać powinna, gdy mszę odprawisz lub jej słuchasz, jak gdyby w tymże dniu Chrystus zstępował do łona Niepokalanej Dziewicy, aby się tam stał człowiekiem lub gdyby do krzyża przybity cierpiał i umierał dla zbawienia ludzkiego" (Naśladowanie r. I, w. 6).
A św. Wincenty á Paulo do swoich kapłanów mówił "Starajmy się Bogu składać naszą ofiarę w tym samym duchu, w jakim czynił to sam Chrystus i święcie, na ile zdobyć się może nasza ułomna i nędzna natura". Jeżeli bowiem, w jakiej czynności, to właśnie we mszy świętej, jak to wyżej było zaznaczone, "miasto Chrystusa poselstwo sprawujemy". Jego rozkaz "to czyńcie na moją pamiątkę" spełniamy. Wtedy jednak nie tylko Chrystusa Bogu Ojcu ofiarujemy, ale i siebie samych Bogu bez żadnych zastrzeżeń poświęcamy.
Czyńmy to zaofiarowanie dwojakie z głębokim przejęciem i z czcią najwyższą w obliczu Trójcy Przenajświętszej, Królowej nieba i ziemi, oraz całego dworu niebieskiego, a jednocześnie pamiętajmy, że stojąc u ołtarza, jako ofiarnicy, mamy ratować członków Kościoła cierpiącego i wspomagać członków Kościoła wojującego, mamy Pana Boga uwielbiać, prosić, dziękować Mu i przepraszać Go. Takie mając zrozumienie i przeświadczenie o naszej roli kapłańskiej w tym zaofiarowaniu, już przed wyjściem do ołtarza w zakrystii skupiajmy się, unikając w czasie wkładania na się szat świętych niepotrzebnych rozmów, przygotowując kielich i mszał, aby potem nie było potrzeba wyszukiwać naznaczonych oracji. Z całą układnością, w birecie na głowie, po przeżegnaniu się wodą święconą, idźmy do ołtarza ani za pośpiesznie, jakbyśmy, kogo gonili, lub byli przez kogoś gonieni tak, iż ministrant nie może za nami nadążyć, - ani za powoli, ociężale, niedbale, jakbyśmy szli niechętnie, z musu i nie przed Najwyższy Majestat.
Przy ołtarzu całkowicie bądźmy pogrążeni, że tak powiem, w nabożeństwie ofiarnym przez nas w imieniu Najwyższego Kapłana dokonywanym. Ministranturę i wszystko cokolwiek odmawiać będziemy, odmawiajmy półgłosem, tonem łagodnym, a nie zbyt głośno, nie uwzględniając nawet rzeczy, które cicho winne być odmawiane; gdy zaś śpiewamy, niech ten śpiew będzie przyjemny, naturalny a nie przesadny lub krzykliwy. Postawa nasza niech będzie naturalna, a pobożna, obca wszelkiej teatralności t. z n. niech będzie w niej powaga, majestat z pokorą złączone. Słowem tak tę najświętszą sprawę spełniajmy, by wierni mieli dla niej cześć prawdziwą, uszanowanie i pobożność, jak na to w zupełności zasługuje. Niech nas Bóg zachowa od tego byśmy, odprawiając ją niepobożnie i niedbale wiernych od jej słuchania i korzystania z niej odsunęli. Nie wolno nam też podczas jej odprawiania zaniedbywać rubryk a uprawiać jakąś osobistą pobożność, już to wydając głośne westchnienia, już to głowę przekrzywiając, już to zbytnio ręce wyciągając, już to niepotrzebnie w pewnych jej częściach zatrzymując się np. dłużej klęcząc przed: "panem caelestem".
Kapłani przedłużający wbrew rubrykom mszę świętą i przez to zanudzających wiernych, czynią to z trzech powodów:, bo albo skrupulizują przy robieniu intencji i zaplikowaniu jej w czasie "memento", - albo nie mogą się uporać z konsekracją i ciągle są w obawie, czy należycie wymówili słowa konsekracyjne, - albo nie mogą sobie dać rady z zebraniem partykuł, gdy mają spożyć krew Pańską. Autor Dzieła "Kapłan Katolicki" nazywał ich: mementystami, konsekracjonistami i fragmentarystami (cz. I. Str.123,124).
Wspomniany autor przedstawia też obraz zbyt krótkiego i pośpiesznego odprawiania niekrwawej ofiary, co również wiernych zniechęca i gorszy, bo sobie zaczynają lekceważyć ją i całkiem zaniedbywać. Przytacza mianowicie korespondencję z pisma: "Associato perseverantiae sacerdotalis", w której korespondent tak opisuje kapłana pośpiesznie odprawiającego: "Wychodzi. Rozkłada. Nalewa. Wypija. Wraca. Rozbiera się i ucieka". Nie bądźmy, zatem z liczmy z liczby, marudów, ani z liczby wyścigowców, lecz trzymajmy się złotego środka.
IV. Nie dość jednak mszę świętą dobrze, pobożnie odprawić, trzeba jeszcze przypieczętować ją dziękczynieniem należytym. Pan Jezus po swojej mszy prymicyjnej odmawiał z apostołami hymn dziękczynny, który nie musiał być krótkim. "Hymn odprawiwszy, mówi św. Marek, wyszli na górę Oliwną" (Mk. XXIV, 26). I tam znów się modlił aż do swego pojmania. Stąd wynika, że i my po mszy świętej musimy koniecznie pewną część czasu - choćby kwadrans, poświecić na dziękczynienie, unikając niepotrzebnych rozmów i żarcików z konfratrami czy z innymi osobami, co się zwykło zdarzać w czasie odpustów czy innych zgromadzeń kapłańskich. Wtedy zakrystia zamiast być miejscem serdecznych rozmów z Panem Jezusem, którego mamy w sercu, zamienia się na pokój plebanijny, gdzie się zwykła toczyć swobodna i dowcipna pogawędka. Wtedy kapłani jedni drugim przeszkadzają w preparacji lub w dziękczynieniu dając zły przykład świeckim tam obecnym, a zwłaszcza służbie kościelnej, ucząc ich lekceważenia rozmowy z Bogiem.
Sama nazwa Eucharystia, nadana przez Kościół święty tajemnicy ołtarza, domaga się po mszy św. dziękczynienia, gdyż eucharystia znaczy "dziękczynienie". Na ogół w stosunkach ludzkich, wszyscy za wszystko dziękują, a czyżby tylko kapłani nie poczuwali się do dziękczynienia Panu Bogu za ofiarę, którą mieli zaszczyt złożyć i za pokarm anielski, który mieli szczęście spożyć? Im większy bywa dar, tym bardziej zań ludzie dziękują, a czyż może być coś na świecie, co by się mogło z boską ofiarą i boskim posiłkiem równać? A zatem największa podzięka należy się ze strony kapłanów sprawujących mszę świętą.
Dalej nie dość posiłek spożyć, trzeba go jeszcze przetrawić, inaczej, bowiem będzie niepożyteczny albo nawet szkodliwy dla organizmu. Toż samo w dziedzinie duchowej. Nie dość komunię świętą przyjąć, trzeba ją jeszcze, że tak powiem, duchownie przetrawić, dla swojej duszy jej dzielność, jej skuteczność, czyli uświecenie, ubóstwienie do pewnego stopnia przyswoić. To wyzyskanie uczty eucharystycznej dokonuje się przez dziękczynienie. Jego, zatem opuszczenie, skracanie, niedbałe załatwianie ogromne szkody wyrządza duszy naszej. Dlatego się nie uświęcamy, że nie odbywamy w sposób właściwy dziękczynienia. Dlatego nawet potępić się możemy, gdyż na nas mogą się nie spełnić owe słowa, Zbawicielowe:, "Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, we mnie mieszka, a ja w nim" (Jan VI,57.), Albowiem zaniedbując należyte odprawianie dziękczynienia, nie błagamy Pana Jezusa za przykładem św. Piotra, który na Taborze wołał: "Panie, dobrze nam tu być, uczyńmy trzy przybytki; Tobie jeden, Mojżeszowi jeden i Eliaszowi jeden" (Mateusz XVII, 4), aby w nas zamieszkał na zawsze; nie przymuszamy Go na wzór uczniów, idących do Emaus: "Zostań z nami, boć się ma ku wieczorowi i dzień się nachylił" (Łukasz XXIV, 19), aby z nami był i cuda swe w nas spełniał, byśmy Go coraz lepiej poznawali "w łamaniu chleba" (Łukasz XXIV,35).
Kapłani zaniedbując dziękczynienie lub je byle jak odprawiając, czynią swe posłannictwo bezpłodnym, gdyż Pana Jezusa u siebie nie zatrzymują ku swemu wspomożeniu i o nic Go nie proszą, a przecież On sam stanowczo zapowiedział: "Beze Mnie nic uczynić nie możecie" (Jan XV, 5). Kapłani takim postępowaniem upodabniają się do Piłata, który wprawdzie zapytał Pana Jezusa:, "Co to jest prawda" (Jan XVIII, 38), ale, nie czekając na odpowiedź, wyszedł do Żydów. Nie zatroszczył się o jej wyjaśnienie, bo mu na tym niewiele zależało. Tak samo kapłani przyjmują wprawdzie Pana Jezusa, ale nie szukają u Niego "prawdy", czyli znajomości Bożej, uświecenia swego i dusz im powierzonych. Po komunii wnet wychodzą do ludzi, do interesów, bo ich różne rzeczy ciągną ku sobie, a nie Jezus, ta "droga, prawda i żywot". Nie raczą z Nim rozmawiać, prosić Go, dziękować Mu, przepraszać Go za siebie i lud swój. Mojżesz na Synaju, gdy mu Bóg objawił, że lud zgrzeszył i że go wytraci, tak molestował Pana Boga, że aż Stwórca zawołał: "Puść mnie Mojżeszu!" (Wj XXXII, 10). My niestety, Boga naszego łatwo puszczamy i opuszczamy. Więc nie dziw, że Go dla siebie i dla swoich wiernych tracimy.
Kapłani zaniedbujący dziękczynienie muszą, jako nieodżywiani należycie mieć duszę głodną, słabą, chorą, - muszą konsekwentnie upadać coraz bardziej, coraz niżej, muszą w końcu dojść do świętokradztwa, za którym zazwyczaj idzie potępienie. Kapłan sam głodny, kogóż może nakarmić? Sam słaby, kogóż może wzmocnić? Sam chory, kogóż może uzdrowić? Sam upadły, kogóż może podnieść? Sam nieczysty kogóż może oczyścić? Sam w grzechu zamiłowany, komuż może grzech obrzydzić? Sam niedbały o swoje zbawienie, kogóż może do starania o nie pobudzić, komuż do osiągnięcia jego dopomóc?
Chociaż Sakramenty święte działają "ex opere operantis" tj. dla zasług kapłana ich działanie niezmiernie wiele zyskuje, a z braku jego zasługi niejednokrotnie stają się one bezpożyteczne, a nawet niekiedy szkodliwe, gdy kapłan przy ich sprawowaniu dopuszcza się różnych nadużyć i zgorszeń.
Chcąc uniknąć tych okropnych skutków lekkiego lub wprost niedbałego, a nawet świętokradzkiego potraktowania świętej Eucharystii, wykorzystujmy ją dla siebie ku żywotowi wiecznemu, abyśmy mogli z Pawłem świętym stwierdzić ten radosny fakt: "Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus" (Galatów II, 20). Opowiadajmy wierny jej wielkość i cudowność, zachęcajmy ich do przyswojenia sobie jej błogosławionych owoców przez pobożne, a częste słuchanie mszy świętej, przez godne a częste przyjmowanie Komunii świętej. Ułatwiajmy im bytność na mszy świętej i przystępowanie do stołu Pańskiego. Nasze dziękczynienie, nasze z namaszczeniem administrowanie sakramentu ołtarza, nasze jego nawiedzanie wywrze na wiernych wpływ ogromny: albowiem wtedy kościoły nasze i w dnie powszednie będą się zapełniały i liczba komunii i nawiedzeń wzrośnie, a przez to odnowienie w Chrystusie dokonywać się będzie. Dzięki temu Chrystus Pan nie będzie "Bogiem nieznanym", ale znanym i kochanym. Tym sposobem przyczynimy się do spełnienia najgorętszego pragnienia Boskiego Serca Jezusowego: "Rozkoszą moją przebywać z synami ludzkimi" (Przypowieści VIII, 31) tj. mieszkać w duszach ich. Tym sposobem sprawimy, że w parafiach naszych urzeczywistni się ono słowo Pisma św.: "Błogosławiony lud, którego Panem Bóg" (Psalm CXLIII. 15). Tym sposobem zasłużymy w zupełności na miano apostołów Eucharystii i spełni się na nas obietnica, zapisana u proroka Daniela: "a którzy ku sprawiedliwości wprawiają wielu, świecić będą, jako gwiazdy na wieki wieczne" (XII, 3).
Dla takiej wspaniałej nagrody stańmy się przyjaciółmi boskiego Przyjaciela, dochowując Mu wierności, słowem i sercem nieustannie powtarzajmy: "O Jezu wierzymy w Ciebie! O Chryste Panie kochamy Ciebie! Płoniemy ku Tobie miłością!" Kapłan to drugi Chrystus, a że Chrystus, to miłość, więc i kapłan musi być przepojony miłością Chrystusową, której źródłem i ogniskiem Boskie Serce eucharystyczne. Dowiedźmy naszym życiem, że kapłan i Eucharystia to jedno, że nas od Boga Eucharystycznego żadna moc, żadna rzecz nie zdoła oderwać, że Chrystus mieszka w nas a my w Chrystusie, że miłość Jego rozlana jest w sercach naszych (Rz V, 5), że ta "miłość przyciska" (II Kor V, 14) czyli przynagla nas i że "zawistna miłość domu Chrystusowego gryzie nas, czyli żarliwość o Kościół Chrystusów pożera nas, trawi nas. Obyśmy strawieni miłością Chrystusową mogli, po przyjęciu Świętego wiatyku, na wzór najwyższego Kapłana powiedzieć "Wykonało się" (Jan XIX, 30). "Ojcze w ręce Twoje polecam ducha mojego" (Łukasz XXIII, 46).
Nadesłane artykuły opublikowane w serwisie internetowym są własnością autorów.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.