Bł. ks. Antoni Rewera
O pobożnym odprawianiu Mszy świętej
Konferencja dekanalna wygłoszona w Samborcu dn. 27 kwietnia 1937 roku
"nie mam chęci do was (kapłanów Starego Zakonu),
mówi Pan Zastępów, i daru nie przyjmę z ręki waszej.
Bo od wschodu słońca, aż do zachodu wielkie jest
imię Moje między narody, a na każdym miejscu
poświęcają imieniu Memu ofiarę czystą".
(Malach. I.IV. 11)
Czynem najszczytniejszym i najwięcej zasługującym w dziedzinie czci Boskiej jest ofiara. Ofiarowanie, bowiem pewnego przedmiotu zmysłowego, który się niszczy lub którego się ktoś pozbawia na cześć Pana Boga jest to okazanie jej nie tylko ustami, ale i czynem: "Panie, ja uznaję Twoje najwyższe panowanie". Jeżeli zniszczenie pewnej istoty lub rzeczy nędznej i pożałowania godnej wielce uwielbia majestat boski, to czegóż nie sprawi ofiarowanie Boga?
To też Pan niejako znudzony ofiarnymi zwierzętami składanymi w Starym Zakonie oświadcza przez proroka, że Mu się należy ofiara czysta i na wiele wieków naprzód zapowiada ją, jako mającą zastąpić wszystkie ofiary i całopalenia w całym świecie. "Na każdym miejscu ofiaruje się imieniu Memu ofiarę czystą".
Proroctwo Malachiaszowe wypełniło się w Wielki Czwartek na Ostatniej Wieczerzy, kiedy to Pan Jezus po raz pierwszy wystąpił, jako najwyższy Kapłan Nowego Zakonu, powołany na tę godność przez Ojca niebieskiego, który doń rzekł: "Ty jesteś kapłanem na wieki". Pan Jezus biorąc do ręki chleb, błogosławiąc go i podając ze słowy: "bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje", ta samo podając kielich z winem ze słowami: "bierzcie i pijcie, to jest Krew moja", a potem mówiąc do nich: "i wy to czyńcie na pamiątkę moją". Odprawił wtedy pierwszą mszę św., rozdał pierwszą komunię św., oraz dokonał wyświęcenia pierwszych kapłanów i biskupów, którzy mieli taką samą boską czynność spełniać i przez wkładanie rąk ten urząd boski na innych przelewać. W tej to uroczystej i pamiętnej chwili spełnił się cud nad cudy, albowiem majestat Boży nie będzie już czczony ofiarami zwierzęcymi lub roślinnymi, które z natury rzeczy nie dość były czyste i godne, lecz jedyną ofiarą czystą i godną, w której ofiarnikiem i ofiarą ma być Bóg - Człowiek Jezus Chrystus, ukryty pod najskromniejszymi postaciami chleba i wina. Nadto tamte ofiary składane były na jednym miejscu w Ziemi Obiecanej, ta zaś ma być ofiarowana i poświęcana na każdym miejscu.
"W rzeczy samej Zbawca nasz ofiaruje się codziennie od bieguna do bieguna na tysiącznych ołtarzach. Ofiara Kalwaryjska, która sama jedna dostateczną była do złożenia Panu Bogu czci bezgranicznej została za pośrednictwem niesłychanego cudu uwieczniona. Pan Jezus kapłan i jednocześnie ofiara rozmnaża się w naszych Kościołach. Ofiaruje się przez tylu ofiarników, ilu jest kapłanów, sprawujących mszę świętą. Odkupuje przez to świat tak często, jak często odnawia na ołtarzach naszych ofiarę krzyżową, ponieważ każda msza św. jest takiej ceny w obliczu Boga, jak śmierć krwawa naszego umiłowanego Zbawcy". W tym okazuje się tajemnica wszechmocy, mądrości i miłości Bożej, którą któż zdoła pojąć?
Z tej tajemnicy, w której sam Bóg się ofiaruje można się nauczyć jak żyć i jak umierać należy. Że to jest możliwe widać z następującego rozważania.
1. My naprawdę z niej, jako z prawdziwego źródła, czerpiemy ducha i usposobienie Pana Jezusa do pełnienia cnót, które uświęcają życie nasze i naszą śmierć.
2. Przez nią pomnażamy w nas łaskę, czyniącą nas uczestnikami boskiego życia, którego bynajmniej nie traci się z ostatnim tchnieniem.
3. W niej otrzymujemy pokarm święty, podtrzymujący nas w czasie wygnania i stawiający się naszym wiatykiem w drodze do ojczyzny niebieskiej.
Takie to drogocenne i dla nas niezmiernie pożądane skutki wynikają z tej boskiej ofiary. "Zaofiarowawszy siebie na krzyżu Jednorodzony Syn Boży ofiaruje się jeszcze na ołtarzach naszych". Cudem stokroć większym w skutkach niż stworzenie świata, mówi św. Tomasz, istota chleba, przeznaczona do konsekracji, całkowicie przemienia się w ciało Jezusowe, a istota wina w Jego Krew przenajdroższą i to się dokonuje słowy kapłana, obdarzonego wtedy do pewnego stopnia wszechmocą Bożą. Tak to Pan Jezus umiera duchowo na ołtarzu, na nim się unicestwia, a dlatego by zaświadczyć, że Bóg tylko jest istotą najdoskonalszą, wielkością najwyższą i prawdziwą, dobrem największym i wiecznym. Jakaż, więc chwała nieskończona wynika stąd dla Ojca niebieskiego.
Nie ofiaruje się, przeto więcej ani zwierząt, ani człowieka, ani anioła, lecz Boga. O ile Bóg przewyższa stworzenie, o tyle msza święta przewyższa swym dostojeństwem zaofiarowanie choćby całego rodzaju ludzkiego i zastępów anielskich. I znowu nasuwa się uwaga: jakaż to cześć dla bóstwa. Czyż może być nad Niego wyższa?
A gdy się zważy, że ta ofiara odnawia się nie w jednym dniu, ani jednorazowo, ale tysiąckrotnie na każdy dzień i tak odnawiać się będzie aż do skończenia wieków, to czyż nie jest to szczytem chwały wiekuistej, jaka się należy Istocie nieskończonej i Jej nieograniczonemu panowaniu nad całym światem?
Z tego widać, że zasługi ofiary eucharystycznej są nad wszelki wyraz wielkie. Zasługa, bowiem ofiary zależy od daru, uważanego w nim samym, od osoby ofiarującego ten dar i od intencji, jaka go ożywia. Wiemy, że darem w ofierze eucharystycznej jest Baranek Boży; a zatem jest to dar nad wszystkie dary, jakie można by było ofiarować Bogu od początku świata i to wszystko, co można by było przedłożyć kiedykolwiek aż do końca świata, chociażby to były istnienia wszystkich stworzeń ziemskich i niebieskich. Ten dar tak bosko wspaniały ofiaruje się przez wielkiego podobnie jak dar Ofiarodawcę, przez samego Jezusa Chrystusa, kapłana i ofiarę w naszych kościołach. Wreszcie to, co przydaje ceny jakiejś ofierze, zowie się intencją, która jej towarzyszy. Dawać coś z intencją niską i wyrachowaną jest to odbierać ofierze wszelką jej cenę i czynić nawet godną wzgardy. Ale darować z pobudek szlachetnych i bez wyrachowania jest to niejako podwyższać ją w oczach przyjmującego ten dar.
Otóż Zbawca ofiarując siebie na ołtarzach naszych, jako główne cele ma: uwielbienie swego boskiego Ojca, uproszenie nam wszelkich łask i darów potrzebnych do zbawienia, podziękowanie za dobrodziejstwa nam udzielone i wynagrodzenie za winy nasze. Czyż może być intencja bardziej wzniosła, bardziej święta, szlachetna i bardziej zasługująca? To samo dokonują kapłani sprawujący mszę świętą. Ofiarując ją bardziej uwielbiamy nieskończony majestat niżby to mogły sprawić wszystkie razem stworzenia. Odnawiając na ołtarzu duchowo cierpienia i zniewagi Zbawcy przez to uwielbiamy mękę Pańską. Przez tę ofiarę najdzielniej i najskuteczniej możemy sobie wyprosić dobrodziejstwa Boże przede wszystkim duchowe a potem cielesne. Przez nią najlepiej zdołamy dzięki złożyć Bogu za wszystkie Jego dobrodziejstwa. Ponieważ według Soboru Trydenckiego nie masz czynności tak świętej i tak boskiej jak ofiara naszych ołtarzy, to tym samem nie masz nad nią nic, co by bardziej było zdolne naprawić zniewagi wyrządzone majestatowi Stwórcy.
Po tym wszystkim, co się powiedziało o godności niesłychanej ofiary mszy św. i o jej cudownych skutkach, czyż nie wynika, że ją otoczyć należy największą czcią i uszanowaniem. To zaś da się uskutecznić w ten sposób, by ją kapłani jak najpobożniej odprawiali. Pobożne odprawianie mszy świętej, czego od kapłanów wymaga? Wymaga wiary, że ona jest tą samą ofiarą, którą sprawował Jezus Chrystus w Wieczerniku w sposób nie krwawy, a na Kalwarii w sposób krwawy, że On jest pierwszorzędnym kapłanem, a my drugorzędnymi; że my Mu użyczamy swojej osoby, swoich rąk i ust, by przez nie dokonywał przeistoczenia chleba, wina i ofiarowania siebie Bogu Ojcu. Następnie pobożność wymaga nadziei, że wszystko przez nią wyprosić możemy. Jeżeli Jezus Chrystus zapewnił nas, mówiąc o skuteczności modlitwy: "o cokolwiek Ojca mojego prosić będziecie w imię moje da wam", to tym bardziej pewni być możemy niezawodnego skutku naszych próśb, gdy je we mszy św. u stóp Trójcy Świętej przedkładamy. Gdyby nasze prośby przed Bogiem popierali Aniołowie i święci, czyż nie mielibyśmy nadziei, że skutek pożądany mieć będziemy? O ileż bardziej, gdy sam Jezus Chrystus modli się za nami i z nami, ofiarując się za nas, jako ofiara? Jego Ciało, Jego Krew, Jego dusza i Jego bóstwo łączą się, by popierać naszą sprawę i powstrzymywać ramię Boże chcącego pokarać świat winowajczy.
Wreszcie pobożność wymaga z naszej strony miłości. Miłość sprowadziła Syna Bożego na ziemię, miłość Go ukrzyżowała, miłość Go zamknęła w tabernakulum i uczyniła zeń kapłana i ofiarę. Za tę miłość Chrystusową wszyscy wierni powinni ją odwzajemniać miłością, lecz przede wszystkim ci, których On do udziału w swym kapłaństwie powołał, którzy Go rodzą nieustannie na ołtarzach i ofiarują tę miłość winni stwierdzać szczerą chęcią poświecenia się na wszystko, co dotyczy służby Bożej.
Z tego wszystkiego pokazuje się, że przygotowanie kapłańskie do sprawowania ofiary mszy św. musi być jak najpobożniejsze. Muszą kapłani dbać o wielką czystość serca. Stąd Sobór Trydencki, omawiając tę sprawę, powiada: " Z jakąż to niewinnością i z jakim obrzydzeniem grzechu należy się zbliżać do ołtarzy". Szata biała, w którą się kapłani przyodziewają, bielizna, której używają przy odprawianiu są namacalnymi znakami, pokazującymi, jak wielką winna być czystość naszego sumienia, naszych myśli, naszych pragnień i naszych uczuć". Jeżeli do jednorazowego zrodzenia Jezusa Chrystusa trzeba było doskonałej świętości przeczystej Dziewicy, to cóż dopiero mówić o kapłanach, każdego dnia Go rodzących. Ci tym bardziej winni jaśnieć wszelkimi cnotami. "Zważ, mówił św. Jan Chryzostom, jakimi być winny ręce takie tajemnice sprawujące! Jakim język, który cudowne słowa wypowiada wreszcie jakżeż czystą być winna dusza, która Boga - Człowieka piastuje i przyjmuje!"
Z tego powodu kapłani winni często a dobrze się spowiadać, a gdy odmawiają ministranturę i spowiedź powszechną korzyć się i kruszyć, by do Świętego świętych przystąpić bez wszelkich nieprawości i zmaz z czystym sercem i gdy ołtarz całują, winni błagać przez zasługi św. męczenników, których relikwie tam się znajdują, by im wszelkie winy odpuszczone zostały. Zanim jednak kapłan wyjdzie do ołtarza w zakrystii winien przejąć się dostojnością tej ofiary świętej. Serdecznie odmówić preparację całą lub przynajmniej niektóre jej psalmy, unikać niepotrzebnych rozmów i żartów, przygotować mszał, kielich i po przyodzianiu szat liturgicznych z całą pokorą, ani za prędko, ani za wolno dążyć do ołtarza.
Przy ołtarzu zachowując wszystkie rubryki z należnym uszanowaniem wykonywać ruchy, wymawiać dokładnie słowa i strzeż się rozproszenia pomnąc, że w obliczu Trójcy Świętej, Królowej niebieskiej i wszystkich Świętych Pańskich staje, jako pośrednik pomiędzy niebem a ziemią, pomiędzy człowiekiem a Bogiem, że ponawia ofiarę wieczernikowi i kalwaryjską. Ta wielka gotowość i ta niezmierna rola, którą spełnia przy ołtarzu winna go napełnić świętą bojaźnią i drżeniem i pobudzać, by niejako krok w krok szedł za Chrystusem Panem, dokonującym dzieła odkupienia na Kalwarii. Jeżeli kiedy przy ołtarzu kapłan to drugi Chrystus. Jeżeli kiedy według słów św. Pawła należy kapłanowi naśladować Chrystusa, to zwłaszcza przy nie krwawej ofierze. "Wszak od jego pobożnego odprawiania mszy świętej zależy wedle słów autora Naśladowania, cześć Boga, rozweselenie Aniołów, budowanie Kościoła, wspieranie żywych, ratowanie zmarłych i wykorzystanie wszelkiego dobra". To też musimy uważać, jako najzupełniej prawdziwe zdanie św., Bonawentury, który powiedział, że kapłan przystępujący do ołtarza cały stać się ma boskim, czyli duchem Bożym przejętym. Św. Bernard, zabierając do odprawiania mszy świętej tak sam do siebie mawiał: "Zostańcie tu sprawy i troski ziemskie, dopóki nie odprawie mszy świętej, która wymaga po mnie całej uwagi, a potem wrócę do was". Św. Franciszek Salezy napisał raz do św. Joanny de Chantal:, "Kiedy przystępuję do ołtarza i zaczynam mszę świętą tracę z oczu wszystkie sprawy ziemskie". A wielebny o. d'Avila tak zwykł był zapalać swe serce przed mszą świętą: "Teraz idę poświęcić Syna Bożego, idę piastować Go w rękach moich, rozmawiać i traktować z Nim i przyjąć Go do serca mojego".
Najwyższy kapłan Starego Zakonu na opasce, którą nosił na mitrze miał napisane słowa: "Święte rzeczy Panu". To samo kapłan Nowego Zakonu powinien mieć wypisane w swoim sercu. Biada temu, kto by się ośmielił z nieczystym sercem i rękoma splamionymi grzechem sprawować te święte rzeczy i występować w roli Judasza.
Ponieważ kapłan przy ołtarzu prawdziwie przedstawia osobę Jezusa Chrystusa, przeto winien od początku do końca mszy świętej jak najpobożniej ją sprawować, by Chrystusa Pana i Jego dzieło najświętsze z jego winy nie poddał w lekceważenie lub nawet w pogardę. Świątobliwi kapłani byli mężami modlitwy, modlitwy ustnej i myślnej. To też nie dziw, że już w domu, wstawszy o wczesnej godzinie przygotowywali swą duszę do spełniania roli ofiarnika Bożego i że ofiara przez nich składana pobudzała wiernych do czci, uszanowania i miłości Boga Eucharystycznego i tym samym do uświęcania się przez tę tajemnice ołtarza.
Msza święta pomimo XIX wiekowego jej istnienia w Kościele świętym nic nie straciła ze swej wartości. Niechże z naszej winy na szwank nie będzie wystawioną. Pomnażając cześć dla mszy świętej my dla siebie samych zyskiwać będziemy cześć i uszanowanie. Lekceważąc zaś tę ofiarę świętą na siebie samych wypiszemy wyrok pogardy, boć Eucharystia i Kapłaństwo to niejako rodzone dzieci, których rozdzielić nie można. Sprawujmy Sancta sancte, abyśmy się dobrze zasłużyli przed Bogiem i całym Kościołem, i obok pierwszych kapłanów i biskupów Chrystusowych mogli zasiąść na tronach nieśmiertelnej chwały. Amen.
Nadesłane artykuły opublikowane w serwisie internetowym są własnością autorów.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.