Strona główna Czytelnia
Instytucje diecezjalne



BiskupiKuria DiecezjalnaSąd BiskupiStrona główna
• Bp sandomierski Krzysztof Nitkiewicz
• Bp pomocniczy Edward Frankowski
• Bp senior Wacław Świerzawski
• Kancelaria Kurii Diecezjalnej
• Wydziały Kurii Diecezjalnej
• Diecezjalne rady i komisje
Caritas Diecezjalana
(Strona własna)
Wiadomości
Kalendarium
DekanatyParafie
• Wyszukiwarka parafii
Sanktuaria 
Uczelnie i szkołyDomy rekolekcyjne
i domy kultury
Media diecezjalneMuzeum Diecezjalne
• Wyższe Seminarium Duchowne
• Instytut Teologiczny
• WZNoS KUL Stalowa Wola
• WZPiNoG KUL Stalowa Wola
• Katolickie Liceum i Gimnazjum
w Sandomierzu

• Katolickie Liceum i Gimnazjum
w Ostrowcu Świętokrzyskim

• Katolickie Gimnazjum i Liceum
w Stalowej Woli

• Katolickie Przedszkole i Szkoła
Podstawowa w Ostrowcu Św.

• Rodzina szkół imienia Jana Pawła II
• Centrum KEiFC Quo vadis w Sandomierzu
• Ośrodek TiFCh Augustianum w Radomyślu
• Ośrodek Formacyjny w Tarnobrzegu
• Dom Formacyjny w Gorzycach
• Katolicki Dom Kultury w Sandomierzu
• Katolicki Dom Kultury Arka w Racławicach
• Ośrodek Formacji Liturgicznej Zawichost
• Ośrodek Pomocy w Kryzysach Fundacji
Powrót w Zawichoście

• Pustelnia Złotego Lasu w Rytwianach
• Relaksacyjno-Kontemplacyjne Centrum
Terapeutyczne SPeS w Rytwianach
• Diecezja Sandomierska w Internecie
• Gość Niedzielny
• Kronika Diecezji Sandomierskiej
• Niedziela
• Studia Sandomierskie
Dom Księży Emerytów
Katolickie Centra Pomocy Rodzinie
Wydawnictwo Diec.
i Drukarnia
(Strona własna)
Fundacja "Serce bez granic" (Strona własna)
  

» CZYTELNIA » WYKAZ WEDŁUG AUTORÓW (111)   
M E N U

Według autorów

Według tytułów

Wyszukiwanie

Nowości wydawnicze



Główna Indeks



Nr strony



Wyszukiwarka ...




Bł. ks. Antoni Rewera

O miłości wzajemnej kapłanów

Nauka wygłoszona dn. 20 czerwca 1939 roku w Łukawie
"Braterstwo miłujcie" 1P 4,8

Kochani Bracia Kapłani!

Nie potrzebuję Wam szeroko udowadniać tego, jak bardzo leżało na Sercu Pana Jezusa, by apostołowie, ci najpierwsi Jego kapłani, wzajemną ku sobie miłość mieli. Słowa Jego: Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali"/Jan XIV.34/, oraz te "po tym poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jedni ku drugim" /Jan XVII. 21/, aż nadto przekonują nas o tym. Stąd uczeń miłości św. Jan do swych kapłanów efeskich wciąż powtarzał: "Synaczkowie moi miłujcie się wzajemnie". Czyż ta miłość z Boga płynąca tylko w zaraniu Kościoła była konieczną, a obecnie, gdy Kościół rozkrzewiony, miałaby być zbędną?

O! Nie, Zakon Chrystusowy dany jest na wszystkie czasy i z niego żadne słowo, żadna nawet jota nie może być opuszczona, usunięta. Do nas, przeto również się odnosi i jeśli mamy nie z nazwy, ale z ducha, być kapłanami Chrystusowymi, musimy te miłość posiadać i nią nasze życie kapłańskie - wzajemnie między nami duszpasterzami stosunki tą miłością przepoić. Bez tego Najwyższy Kapłan nasz Założyciel i Twórca kapłaństwa Nowego Zakonu nie przyznałby się do nas i nie przyjął do Swego Królestwa, do Kościoła tryumfującego.

Bez tego nasza działalność nieożywiona miłością, byłaby nie miła w oczach Bożych, a tym samym bezowocna. Bez tego nie będziemy "acies bene ordinata", ale "desordinata". Bez tego, nie idąc, jak to mówią kupą, lecz w rozproszeniu, nie będziemy straszni wrogom Kościoła świętego i Kościół św. narazimy na klęski straszne. Nieprzyjaciół wiary i Boga jednoczy wspólna nienawiść. Dzięki temu łączą się oni w różne związki, stowarzyszenia i partie, by tym usilniej uderzać w opokę Piotrową, a natchnienie do tego i zapał czerpią od ducha nieczystego. Nienawidząc Boga, wiary św., Kościoła św. muszą tym samym pałać nienawiścią ku wybrańcom Bożym, kapłanom, którzy zamiast Chrystusa poselstwo pełnią do ludzi. W kapłanach, bowiem widzą naturalnych swych przeciwników, bez pokonania, których nie zdołają swych bożoburczych zamiarów przeprowadzić. Nie przebierają, przeto w środkach, by nas w oczach ludzi zohydzić, upodlić, by wywołać w ludzie wstręt i nienawiść do nas, by rękami ludu nas wymordować, ołtarze i świątynie Pańskie zbezcześcić, obalić i na gruzach Kościoła Chrystusowego antychrystusowe królowanie zaprowadzić.

Lecz na nic się nie zdadzą wszelkie ich wysiłki i zamachy, jeśli mężnie stojąc pod sztandarem krzyża będziemy się wzajemnie miłowali i wspierali. Ta wspólna miłość i wzajemna pomoc uczyni nas niepokonalnymi.

Hasłem szwajcarów, które przyswoiła sobie spółdzielczość jest: "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Takie samo hasło i zawołanie musi ożywiać duchowieństwo polskie, a w szczególności sandomierskie. Czy jednak, o ile znamy nasze stosunki, pod względem wzajemnej miłości, jesteśmy w porządku? Czy stanowimy silny front antybezbożniczy? Niestety pozornie, kto patrzy na naszą hierarchię, wydaje się, że tak jest, lecz w istocie nie. Trudno, choć ze wstydem musimy sobie prawdę w oczy powiedzieć, że nie jesteśmy wykonawcy zakonu miłości, że nasze współżycie kapłańskie mocno szwankuje z powodu niedopasowania się naszego do wskazań Chrystusowych.

Dobry lekarz nie obwija w bawełnę stanu chorego, któremu potrzeba radykalnej kuracji, a może nawet operacji, bo chce dobra pacjenta, chce uchronić go od kalectwa lub śmierci. Za to chory winien być mu wdzięczny, a nie obrażać się na niego i gniewać.

My zbieramy się z woli naszej władzy nie po to, by sobie mile i wesoło kilka godzin spędzić, ale po to by ważne zadania nasze omówić, bolączki wytknąć i do pracy gorliwej nad sobą i nad owieczkami się pobudzić i zniewolić. Tego wymaga sprawa Chrystusa Króla i dobro ojczyste, za które my przede wszystkim jesteśmy odpowiedzialni, jako ci, co z woli Bożej winniśmy być "solą ziemi i światłością świata", solą ziemi polskiej i światłością świata dusz nam powierzonych.

Obowiązkiem, przeto naszym naczelnym, najważniejszym musi być "braterskie umiłowanie". Źródłem jego jest Boskie Serce Jezusa Najwyższego Kapłana. Mamy, więc miłować się nie z innych pobudek, lecz nadprzyrodzonych. Chcecie je poznać? Oto one: wola naszego Boskiego Mistrza, wspólne powołanie do wiary, do synostwa Bożego i do kapłaństwa, wspólne dążenie, wspólna praca i wspólna walka o ideały Boże, wspólne cierpienie dla Boga i Kościoła podejmowane. To braterstwo musi być powszechne! Jak to rozumieć? Tak, że ma ono obejmować wszystkich kapłanów, ma być wykonywane przez całe życie i ma być pod każdym względem czynne.

Jak przykazanie pewnych rzeczy zakazuje, a inne nakazuje, podobnie braterstwo kapłańskie jednych rzeczy zabrania a drugie przykazuje. Wobec tego z jednej strony musimy unikać wszystkiego, co sprzeciwia się onemu braterstwu, a czynić to, co się z nim zgadza, co do skupienia serc i dusz przyczynić się może.

Cóż to sprzeciwia się bratniemu miłowaniu kapłańskiemu? Sprzeciwiają się wszelkie myśli, uczucia, słowa i czyny niezgodne z prawem miłości, a więc posądzania, podejrzewania, niechęć, zazdrość, obmowy i działania szkodliwe. Przeciwnie mamy tak kierować naszymi myślami, uczuciami, słowami i czynami, aby sobie nawzajem jak najlepiej życzyć, o sobie wzajemnie dobrze mówić i spieszyć z pomocą we wszelkich okolicznościach życia kapłańskiego. Ponieważ nie jesteśmy aniołami, ale ludźmi, a jako ludzie niedoskonałymi, a nawet niekiedy bardzo podległymi słabościom i wadom, przeto braterstwo nasze musi być praktykowane nie tylko wtedy, gdy dla nas wszyscy są życzliwi, uczynni, przyjacielscy, ale i wtedy, gdy bywa inaczej. Braterstwo to musi być ofiarne w myśl Ewangelii "Znoście wady jedni drugich, a tak dopełnicie przykazania miłości". To mówimy naszym wiernym, to również my sami musimy spełniać, aby nasze postępki nie przeczyły słowom naszym. Od teorii przechodząc do praktyki musimy sobie ono braterskie umiłowanie tak wyobrażać i tak wypełniać, jak to, choć nieudolnie w dalszym ciągu mej nauki naszkicuję.

Każdego bliźniego mamy miłować, dlatego, że on jest obrazem Boga. Gdy chodzi o nas kapłanów, to my mamy w tej mierze nową jeszcze pobudkę, a mianowicie, że my jesteśmy drugimi Chrystusami, że w nas i przez nas utrwala się kapłaństwo Chrystusowe, że my jesteśmy, że tak powiem, przedłużeniem samego Chrystusa i to każdy z nas bez względu na godności, na stanowiska i na wiek.

Ta okoliczność winna wpływać wciąż na nas, abyśmy się prawdziwie szanowali, abyśmy się z sobą obchodzili ze szczerą życzliwością, grzecznością i uprzejmością. Jedni w drugich nie tyle uważajmy człowieka, ile raczej kapłana i samego Chrystusa. Stąd nasza wzajemna cześć i poważanie wzajemne nie będzie czysto zewnętrzne, światowe, ale nadprzyrodzone, święte. Na tym podłożu, gdy nasz brat będzie wyróżniony, zaszczycony nie tylko obcy będziemy uczuciu zazdrości i krytyki, ale się serdecznie z jego powodzenia cieszyć będziemy. Wtedy nasze życzenia nie będą obłudne, nieszczere, ale serdeczne. W razie zaś jakiegoś niepowodzenia i zmartwienia tą powodowani pobudką, będziemy mu serdecznie współczuli i starali się nieść mu pomoc, cieszyć go i na duchu podnosić.

Szczególnie musimy skazać na wygnanie ducha krytyki, który jak robak, jaki toczy społeczeństwa świeckie, a nie oszczędza i społeczeństwa duchownego, tak bardzo pochopnego do krytyki władzy i konfratrów. Szczególnie psuje bratnią miłość przy zmianie proboszcza krytyka swego poprzednika, która wygłaszana wobec parafian źle usposabia do nowego pasterza i nastawia ich krytycznie odnośnie do niego. Gdy takt kapłański nakazuje to raczej podnosić jego zalety i wykazywać to, co dobrego zdziałał, a jeżeli jego pobyt był dla parafii bezowocny, a może i szkodliwy to na ten czas należy zachować życzliwe milczenie. Ileż to razy kapłani kapłanów nicują nie tylko w swoim gronie, ale i wobec świeckich, czym podkopują własną powagę i powagę stanu duchownego. Bywały wypadki, że ostentacyjnie jedni drugim zniewagi wyrządzali w obecności czy to służby, czy parafian i nieraz latami całymi nie podawali sobie ręki i u siebie nie bywali.

Czy jest to po chrześcijańsku? Jakżeż taki kapłan będzie mógł uczyć innych miłości nieprzyjaciół, przebaczenia uraz, jednania się z przeciwnikami? Kapłan ożywiony bratnią miłością doznane przykrości wspaniałomyślnie przebacza, zapomina o nich, wszelkimi sposobami strzeże się tego, by z kapłanami, z którymi współpracuje i współżyje miał się gniewać, czy choćby być w chwilowym nieporozumieniu. Choć zobaczy upadek współbrata, czy o nim zasłyszy nie cieszy się z tego i nie śmieje, lecz smuci go to i boli, modli się za upadłego, stara się mu życzliwie zwrócić uwagę i dopomóc do powstania, uważając za święty obowiązek dopełnienie bratniego upomnienia. Kapłan ożywiony bratnią miłością, gdy się spotka z naganą czy upomnieniem nie obraża się i nie gniewa o to, lecz przeciwnie wdzięczny jest za nie, bo czuje, że naganiający lub upominający pragnie jego dobra. Pod wpływem bratniej miłości jedni drugich chętnie winni u siebie widywać i gościnnie podejmować jakoby samego Chrystusa. Taka gościnność wyklucza pijatyki i zabawy nieprzystojne kapłanom. Owszem taka gościnność przynosi wzajemny pożytek, bo wymianę poważnej myśli, projektów i zamiarów, co do służby Bożej. Kapłańskie towarzystwo winno nam być najmilsze. To też nie można pochwalić tych kapłanów, co to tylko z świeckimi lubią utrzymywać stosunki, a od kapłanów stronią.

Bratnia miłość winna sprawić to, byśmy jedni do drugich mieli zaufanie, byśmy sobie nasze sprawy zawierzalibyśmy się jedni drugim w ciężkich chwilach, zwłaszcza zaś w chorobie opiekowali dbając wzajemnie o swe dusze. Jeżeli w chorobie, przy śmierci naszych parafian winniśmy roztaczać nad nimi pieczę ojcowską, to tym bardziej serca kapłańskiego winien odczuć kapłan chory lub umierający. O umierającym kapłanie jego otoczenie zazwyczaj nie myśli, bo zajęte tym, co by porwać, co by zrabować. Na pogrzebach kapłanów, trzeba to na pochwałę duchowieństwa powiedzieć, udział współbraci bywa liczny, ale niejednokrotnie widzi się jak niektórzy tylko dla ceremonii przybyli, bo nie widać po nich, by odczuli stratę, by byli przejęci żałobą chwili. W najlepsze sobie rozmawiają, śmieją się opowiadając dykteryjki, a nawet w czasie konduktu biorą się pod rękę i w najlepsze gwarzą. Dla nich pogrzeb sąsiada jest to jedynie okazja do rozrywki, a nie do modlitwy za nieboszczyka. Powinniśmy dbać o mogiły kapłanów i pomodlić się nad nimi ilekroć obrządek pogrzebowy sprowadzi nas na cmentarz.

Obowiązek braterstwa kapłańskiego szczególnie winien być spełniany, gdy kapłani wspólnie na jednym posterunku są postawieni. Mam tu na myśli proboszcza, wikariusza i prefekta. Proboszcz powinien młodych kapłanów danych mu do pomocy w pracy duszpasterskiej otoczyć sercem ojcowskim, winien być dla nich przewodnikiem i opiekunem, uważać ich za najpierwsze owce w swojej owczarni. Gdy przybywają doń na pracę winien ich mile powitać i przyjąć, i zatroszczyć się o ich umieszczenie i pożywienie. Te pierwsze chwile odkrycia się ich wzajemnego sprawią, że od razu serca się ich do siebie zwrócą, że zadzierzgnie się nić wzajemnej sympatii, życzliwości i miłości. W takich warunkach jakżeż praca ich wspólna będzie pożyteczna i owocna. Plebania to dom ojca, w którym wikariusz czy prefekt uważany jest za pierwszą po proboszczu osobę. Widząc ten stosunek służba musi się ustosunkować do młodego czy młodych kapłanów przychylnie, a przynajmniej poczuwać się do okazywania im należnego szacunku. Zresztą proboszcz stanowczo tego od niej winien żądać i nie pozwolić na lekceważenie ich osoby.

Proboszcz, otaczając miłością swego czy swych pracowników wspólnie z nimi omawia potrzeby parafii, rozplanowuje prace i wymagając od nich spełnienia sumiennego ważnych powinności sam jest w tej mierze najlepszym przykładem i wzorem, o ile mu wiek i zdrowie na to pozwalają. Za pracę nie tylko reguluje sprawiedliwą płacą, ale i nie szczędzi im uznania i podzięki, gdy na to zasługują. Upomnienia i uwagi czyni w cztery oczy z wielkim taktem i zarazem z wyrozumiałością, uważając na słabość ludzką i na niedoświadczenie życiowe młodego kapłana. Chwile wolne najchętniej spędza z kapłanami wikariuszem i prefektem, z nimi przyjmuje wizyty i składa wizyty, ucząc młodych form towarzyskich. Roztacza nad młodymi opiekę nie tylko, co do ich utrzymania i wyżywienia, ale też, co najważniejsze, co do ich duchowej strony, dba o ich postęp w cnotach, dając im przykład, co do odprawiania rozmyślania, co do rekolekcji, co do pacierzy kapłańskich, nawiedzenia Najświętszego Sakramentu, częstej spowiedzi, pobożnego odprawiania mszy świętej i sprawowania świętych sakramentów, bo rozumie swą wielką odpowiedzialność przed Bogiem i Kościołem za pokierowanie życiem młodych kapłanów, bo uważa ich pobyt u siebie za dalszy ciąg wychowania seminaryjnego. Z drugiej strony wikariusz czy prefekt winien się ustosunkować do proboszcza jak syn do ojca, rozumiejąc, że ten kapłan wiekowy i sterany pracą, a może i wielkimi cierpieniami i walkami, podejmowanymi za sprawę Bożą, zasługuje na cześć i uszanowanie.

Wita się z nim po przybyciu do parafii uprzejmie, przedstawiając się, jako współpracownik i pomocnik oddając się do jego rozporządzenia, okazując gotowość do wszelkiej pracy, jaką mu będzie wyznaczona. Unika wszelkiej krytyki, okazując, że mu się tutaj wszystko podoba, do pracy zabiera się z zapałem, nie pytając, jakie będzie miał utrzymanie. Zdając sobie sprawę, że nie przychodzi, aby rządzić, ale aby być rządzonym nic nie robi na własną rękę, nie wprowadza żadnych nowości, żadnych nowych porządków; nie rozporządza się samowolnie ani służbą kościelną, ani tym bardziej domową plebańską; nigdy nie wysuwa siebie na pierwszy plan, nigdy nie działa w swoim imieniu, lecz zawsze daje pierwszeństwo proboszczowi, działa jedynie w imieniu proboszcza i we wszystkich sprawach podtrzymuje roztropnie powagę proboszcza. Jak najbardziej unika krytyki jego i narzekań na niego. Jakie ma trudności, czy pretensje przedstawia mu osobiście z całym uszanowaniem i szczerością. Najchętniej przebywa w towarzystwie proboszcza przed nim jak dobry syn przedstawia swoje sprawy, kłopoty, przykrości, trudności, powodzenia czy nieudane rzeczy, prosi o wskazówki, a upomnienia i rady chętnie i pokornie przyjmuje.

Ponieważ w starym kapłanie mogą się okazywać pewne wady, czy dziwactwa młody kapłan, co do tego winien być wyrozumiały i nie gorszyć się z nich, ani tym bardziej obnosić po sąsiedztwach. Jeżeli dozna, jakich trudności czy przykrości ze strony proboszcza winien je po chrześcijańsku znosić, winien się bynajmniej nie zrażać i nie zniechęcać. Przy każdej sposobności winien się starać okazywać mu swe uszanowanie i przywiązanie, aby dobrocią serca zjednać sobie jego serce. W chwilach dla proboszcza uroczystych jak imieniny, jubileusz on powinien być głównym motorem zgotowania solenizantowi czy jubilatowi wraz z parafianami obchodu tych okoliczności. Gdy zaś proboszcza spotkają przykrości ze strony owieczek on go będzie się starał pocieszyć, gdy go choroba nawiedzi, otoczy synowską pieczą, w razie śmierci chętnie i umiejętnie zajmie się pogrzebem a potem modlić się będzie za jego duszę. (...) A zatem łączyć ich winien taki węzeł, jaki łączył Chrystusa Pana z Apostołami. (...) Aby więc rozwiązać tę tak ważną sprawę w dziecku Bożym trzeba i w starszych i w młodszych kapłanach miłości, której źródłem Boskie Serce Jezusowe. Kochajmy serdecznie Pana Jezusa a wtedy i kapłańska miłość - braterstwo duchowe stanie się faktem dokonanym. Spraw to o Jezu i Maryjo Królowo Apostołów.


Nadesłane artykuły opublikowane w serwisie internetowym są własnością autorów.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.


W górę
Cofnij Strona główna Copyright © 2000-2017 by Diecezja Sandomierska
Poinformuj Redakcję Portalu: www@sandomierz.opoka.org.pl
Aktualizacja: 7 czerwca 2011