Strona główna Czytelnia
Instytucje diecezjalne



BiskupiKuria DiecezjalnaSąd BiskupiStrona główna
• Bp sandomierski Krzysztof Nitkiewicz
• Bp pomocniczy Edward Frankowski
• Bp senior Wacław Świerzawski
• Kancelaria Kurii Diecezjalnej
• Wydziały Kurii Diecezjalnej
• Diecezjalne rady i komisje
Caritas Diecezjalana
(Strona własna)
Wiadomości
Kalendarium
DekanatyParafie
• Wyszukiwarka parafii
Sanktuaria 
Uczelnie i szkołyDomy rekolekcyjne
i domy kultury
Media diecezjalneMuzeum Diecezjalne
• Wyższe Seminarium Duchowne
• Instytut Teologiczny
• WZNoS KUL Stalowa Wola
• WZPiNoG KUL Stalowa Wola
• Katolickie Liceum i Gimnazjum
w Sandomierzu

• Katolickie Liceum i Gimnazjum
w Ostrowcu Świętokrzyskim

• Katolickie Gimnazjum i Liceum
w Stalowej Woli

• Katolickie Przedszkole i Szkoła
Podstawowa w Ostrowcu Św.

• Rodzina szkół imienia Jana Pawła II
• Centrum KEiFC Quo vadis w Sandomierzu
• Ośrodek TiFCh Augustianum w Radomyślu
• Ośrodek Formacyjny w Tarnobrzegu
• Dom Formacyjny w Gorzycach
• Katolicki Dom Kultury w Sandomierzu
• Katolicki Dom Kultury Arka w Racławicach
• Ośrodek Formacji Liturgicznej Zawichost
• Ośrodek Pomocy w Kryzysach Fundacji
Powrót w Zawichoście

• Pustelnia Złotego Lasu w Rytwianach
• Relaksacyjno-Kontemplacyjne Centrum
Terapeutyczne SPeS w Rytwianach
• Diecezja Sandomierska w Internecie
• Gość Niedzielny
• Kronika Diecezji Sandomierskiej
• Niedziela
• Studia Sandomierskie
Dom Księży Emerytów
Katolickie Centra Pomocy Rodzinie
Wydawnictwo Diec.
i Drukarnia
(Strona własna)
Fundacja "Serce bez granic" (Strona własna)
  

» CZYTELNIA » WYKAZ WEDŁUG AUTORÓW (111)   
M E N U

Według autorów

Według tytułów

Wyszukiwanie

Nowości wydawnicze



Główna Indeks



Nr strony



Wyszukiwarka ...




Bł. ks. Antoni Rewera

O podniesieniu nauk teologicznych wśród duchowieństwa

Referat odczytany na II Zjeździe duchowieństwa Diecezji Sandomierskiej dn. 4 lipca 1906 roku

Chrystus Pan, zanim wyrzekł do Apostołów one pamiętne dla całej ludzkości słowa: "Idąc tedy nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je ... nauczając je chować wszystko cokolwiek wam przykazał" (Mateusz XXVIII, 19, 20). Wpierw w ciągu trzech lat przy boku swoim uczył, kształcił pierwszych swych seminarzystów, a następnie pierwszych kapłanów i biskupów. Dopiero apostołowie wyćwiczeni przez Boskiego Mistrza w nauce Bożej, oświeceni przy tym przez Ducha Świętego, który ich wielu rzeczy przez nich niezrozumiałych douczył, a wiele innych im przypomniał, udali się na spełnienie misji nauczycielskiej, od której miało zależeć zbawienie świata, ponieważ kto na skutek ich nauczania uwierzy i ochrzci się, ten zbawiony będzie. Po upływie XIX wieków rozkaz Chrystusa nic a nic nie stracił na swej sile, bo świat i na początku XX wieku niemniej potrzebuje pracy nauczycielskiej wybranych sług Bożych - kapłanów, jak wtedy, gdy cały był pogański. Nie potrzebuje tego szeroko dowodzić, że, pomimo XX wiekowego istnienia chrystianizmu, daleko jeszcze do tego, aby wszystkie narody zaliczały się do Królestwa Chrystusowego, aby nawet te, które już dawno noszą miano chrześcijańskich, naprawdę, we wszystkich objawach ich życia, kierowały się zasadami Ewangelii. Z tego wynika, że duch Chrystusa ożywia zaledwie jednostki, ale jeszcze nie przeniknął do głębi społeczeństw chrześcijańskich. "Znają ze słyszenia", (Rz X, 11) mówi apostoł, więc trzeba na gwałt nam kapłanom, spadkobiercom misji Piotra, Jana, Jakuba i innych apostołów zachęcać się do takiego głoszenia Ewangelii, ażeby ją wszyscy usłyszeli, ażeby głos nasz rozszedł się po całej ziemi, ażeby zawłaszcza rozebrzmiał potężnym echem po całej naszej Ojczyźnie i wstrząsnął sercami naszych rodaków. Może, kto powie: wszak głosi się za dni naszych tyle kazań, nauk, przemówień, czegóż więcej potrzeba?

Własne doświadczenie nas przekonywuje, że czegoś więcej potrzeba i to bardzo. Widocznie naszemu nauczaniu czegoś brakuje, kiedy go nie słyszą wszyscy tak, iżby nie tylko obijał się o uszy słuchaczów, ale i porywał ich dusze, i serca. Wiemy, że wiara ludu jest powierzchowna, "martwa, mechaniczna, polegająca jedynie na zachowaniu pewnych przepisów (np. postów) i udziale w kościelnych obrzędach. Nie wchodzi ona w jego krew, nie przenika do sumień, nie oddziaływa na jego czyny, nie rozgrzewa i nie rozświeca ... Jest rzeczą wielokrotnie zauważoną, że nawet ci chłopi, którzy na każdym kroku rozmijają się z przykazaniami Boskimi i kościelnymi, wierzą jednak, uczęszczają do kościoła i praktykują" (Ankieta Przeglądu Powszechnego, art. H. Sienkiewicza, wrzesień str. 83). Zdawałoby się, że lepiej być powinno z wiarą w warstwach inteligentnych, gdyż mają one ułatwione nabycie tej wiary i jej wyrozumienie treściwe za pomocą nauki domowej czy szkolnej, przez czytanie książek odpowiednich. Że tak nie jest, rzecz to oczywista. Ogół inteligencji wiary nie zna, nie rozumie, jej zasadami się nie rządzi, słowem jest z imienia katolickim. Nasze kazania i nauki do niego nie trafiają. Ogół ten na stan duchowny patrzy z góry, daje mu miano zacofanego, zaśniedziałego, posądza go o wstręt do postępu, nazywa go wrogiem kultury. Czas niedaleki, a ogół inteligencji, później nieco i lud nawet, może się tak wysunąć z pod naszego przewodnictwa i wpływu jak tego żywy i namacalny przykład mamy we Francji. Czyż wobec tego możemy poprzestać na lamentach i narzekaniach lub na rzucaniu gromów na zepsucie świata? Nie, to do niczego nas by nie doprowadziło. Że do urzeczywistnienia idei królestwa Bożego, choćby w naszej Ojczyźnie, nie przyszło jeszcze pomimo tysiąclecia przynależności jej do Kościoła świętego to przyczyna tego ogólna tkwi w zepsuciu natury ludzkiej, a więc i polskiej, szczególna zaś leży w nas duchownych. Prawda, że warunki kościelno-polityczne, w jakich dotychczas żyło niejedno pokolenie naszego duchowieństwa tłumaczą nas i zmniejszają odpowiedzialność naszą, ale w każdym razie - przyznać to musimy z ręką na sercu - nie staliśmy na wysokości naszego zadania i nie stoimy na nim dotąd. Każdy szczery kapłan, rozumiejący, czym być nam należy według myśli Bożej, musi to przyznać i powiedzieć: prawda, pod wielu względami zaspaliśmy sprawę, "drzemaliśmy a zły człowiek nasiał nam tyle kąkolu, że chleb z nim zmieszany o mało nas nie udusi".

Nie będę ja wchodził w zbadanie i wykazanie wszystkich danych onego zła, które w nas duchownych dotąd tkwi, a które jeśli nie chcemy zaprzepaścić dzieła Bożego w naszym kraju i nie ściągnąć na się strasznej odpowiedzialności wobec Boga, Kościoła, własnej historii i całej ludzkości, koniecznie usunąć nam należy. Wskażę tylko jedną. Otóż jest nią zaniedbanie się i to nie małe ogółu naszego duchowieństwa w nabywaniu i posiadaniu nauk teologicznych, a obok nich i tych z pomiędzy świeckich, które są niezbędne każdemu do ogólnego wykształcenia. Z niego to wynika, że nauki i kazania nasze nie wywierają należytego wpływu i na lud, i na inteligencję, że nie cieszymy się wśród naszego społeczeństwa taką powagą i znaczeniem, jakie nam przystoją, jako mistrzom Kościoła, szafarzom tajemnic Bożych. Z niego też może wyniknąć, że społeczeństwo nasze będzie się z nami coraz mniej liczyło, bez nas się obchodziło, że zostawi nas na uboczu, a nawet w tyle. Gdyby tu o nas chodziło, jako o ludzi, mniejsza by o to było, wszak Chrystus Pan, zalecając pokorę, zalecał i obieranie miejsc ostatnich; ale tu chodzi o nasze duchowne posłannictwo, jako "światłości świata", a tym samem o przodowanie społeczeństwu naszemu Kościoła, które w takich warunkach z naszej winy, w postaci grzesznej pokory, byłoby niespełnione i Kościół, dzięki nam, z roli królowej wszedłby do roli niewolnicy, pomiatanej i poniewieranej, co pociągnęłoby koniecznie sponiewieranie jego Oblubieńca - Chrystusa.

Już w Starym Testamencie Pan Bóg ministrom swoim z powodu nieumiejętności prawa szczerą karę zapowiada: "I żeś ty odmówił umiejętności, odrzucę cię, abyś mi w kapłaństwie nie służył" (Ozeasz IV, 6). Przez Pawła zaś świętego w Nowym nakazuje umiejętność tymi słowy: "Pilnuj czytania, napominania i nauki, ... bo to czyniąc, samego siebie zbawisz i tych, którzy cię słuchają" (I Tymoteusz IV 13, 16). Kościół w ciągu wieków, jako kierowany Duchem Bożym, domagał się od kapłanów i nawet postanowił prawo de irregularitate ex defectu scientiae. Prawo to wymaga, aby do świeceń nie byli przypuszczeni ci, co nie posiadają nauki dostatecznej, a jeżeli już otrzymali święcenia, aby im pełnienie czynności kapłańskich, kościelnych było wzbronione dopóty dopóki wiadomości potrzebnych nie nabędą. Ojcowie Kościoła w tej mierze odzywają się w bardzo dobitnych wyrazach domagając się od kapłana, oprócz świętobliwości - nauki. "Nauka, zdaniem św. Izydora Hispal., bez życia (świątobliwego) zuchwałym czyni (kapłana), życie (świątobliwe) bez nauki - niepożytecznym". Według św. Grzegorza Wielkiego "duchowni bez nauki są jakoby psy nieumiejące szczekać i dlatego winni być od urzędu świętego usuwani". Sobory Powszechne i prowincjonalne oraz synody diecezjalne we wszystkich czasach zabiegały około podniesienia poziomu naukowego wśród duchowieństwa. Ostatni papieże Pius IX, Leon XIII i Pius X żywo się tą sprawą zajmują i nie szczędzą słów zachęty i upomnienia dla duchowieństwa świata całego, popierają przy tym uczelnie katolickie i do zakładania nowych się przykładają, mężów zaś uczonych wśród duchowieństwa na rozmaity sposób na świeczniku stawiają. Bywały ongi długie i gorące rozprawy na temat:, co jest potrzebniejsze kapłanowi nauka czy pobożność? Teraz z całą pewnością możemy powiedzieć, że temat ten był niefortunnie wybrany, bo przecież kapłan nigdy nie będzie prawdziwie pobożnym, jeśli nie będzie miał nauki duchownej, do której jest obowiązanym. Pobożność nie tylko nie wyklucza w kapłanie nauki, lecz przeciwnie każe ją koniecznie przypuszczać i z wszelką pewnością od razu można poznać i zawyrokować, że kapłan nie jest pobożnym prawdziwie i całkowicie, skoro naukę duchowną uważa za rzecz samą przez się niezłą, ale dla niego jednakże niebezpieczną. To też historia dowodzi, że nauka dla duchownego niebezpieczną nie jest, lecz przeciwnie jest tarczą od złego i stopniem do świętości, boć przecie Ojcowie i Doktorowie Kościoła, byli wielkimi świętymi, a wszystkie nauki duchowne najlepiej posiadali, co spostrzegamy u wszystkich kapłanów, którzy poszli ich śladami (Księża i Nauka. Ks. B. K. Niedziałkowskiego). Wobec tego nie może żaden kapłan bez niebezpieczeństwa swojej duszy urzędu swego sprawować jeśliby się ustawicznie nie uczył i coraz bardziej nabywaniu nauk świętych się oddawał.

"Wśród wielkich, bowiem zaszczytów, jakimi Pan przybytek swój przyozdobił, nie najmniejszym jest ten, że mistrzami ludów czynił kapłanów, których wargi strzegłyby umiejętności i z których ust zakonu pytać by się można było" (Instrictio Pastoralis (...) 1902, str. 462). Wszyscy zatem kapłani mają święty obowiązek z całą pilnością, o ile im czasu od posługiwania świętego zbędzie, studiami prywatnymi braki naukowe uzupełniać, a skarby już nabyte, zebrane pomnażać.

W tym celu potrzebna jest pewna reguła życia, zawierająca i rozkład czasu na naukę przeznaczonego. Bez niej kapłan nie znajdzie ani chwili na to, by się zajął naukami teologicznymi. Przeciwnie "qui regule vivit" znajdzie na wszystko, a więc i na naukę czas, gdyż Bóg "cui vivit" doda mu swej łaski i pomocy w tej mierze, owszem sprawi, ażeby urywkowe nawet studia przyczyniały kapłanowi coraz większego zasobu światła tak bardzo mu potrzebnego do prowadzenia drogą zbawienia dusz mu powierzonych.

Wśród nauk świętych przecie bez wątpienia zajmuje pierwsze miejsce Pismo święte, kapłan je na wylot znać powinien. Do tej zaś znajomości doprowadzi go czytanie codzienne ksiąg świętych uważne a czynione z namaszczeniem i pobożnością, aby "sok duchowego pokarmu, jak się wyraża św. Ambroży, rozszedł się po wszystkich żyłach jego duszy. Św. Hieronim, zachęcając do czytania Pisma św. powiada "Niech w twym reku zawsze będzie czytanie święte". "Pokochaj czytanie Pisma świętego; a nie będziesz się kochał w namiętnościach cielesnych" mówi św. Izydor. Po Piśmie św. winna iść teologia dogmatyczna i moralna. Każda nauka postępuje, więc i nauki teologiczne czynią postępy, dlatego też pożądaną jest rzeczą, aby duchowni nabywali nowe dzieła, traktujące o teologii dogmatycznej i moralnej, lecz nie po to tylko, aby widniały na półkach ich biblioteki, lecz żeby mądrość w nich zawarta przechodziła do ich umysłów. Gdyby z teologii dogmatycznej, choć jedna teza w ciągu tygodnia była uważnie odczytana to przez rok można by ich mieć 52. Mówię 52, gdyż w wolniejszym czasie można by ich przeczytać z pożytkiem więcej. Tak samo rzecz z teologią moralną, która owszem, jako wciąż stosowana w konfesjonale, wymaga jeszcze częstszego jej wertowania, aby kapłan, rządząc się z czasem zamiast teologicznymi zasadami własnymi przywidzeniami, czyli t. zw. "zdrowym rozumem", jak to mówią, nie zdobył sobie władzy większej od papieskiej. Potrzebne też jest wczytywanie się w prawie kanonicznym, a zwłaszcza w tych traktatach, które rozprawiają o cenzurach, o dobrach kościelnych, o małżeństwie, o hierarchii. Dalej kapłani, widząc, jak szwankują u nas obrzędy i ceremonie kościelne, nadto widząc, jak lud i inteligencja nie rozumie znaczenia uroczystości kościelnych i towarzyszących im obrzędów, nie mogą sobie lekceważyć nauki liturgiki i ceremonii. Powinni przy tym starać się o zachowanie jednostajności i powagi w nabożeństwach.

Kapłanom nie powinny być też obce dzieła ascetyczne i mistyczne, bez znajomości, których im samym nie można się doskonalić i duszom pobożnym, żądnym wskazówek wyższego życia duchownego, nie można zadośćuczynić. Historia kościelna, ta "magistra vitae", łącznie z patrologią uważana jakżeż wiele dostarcza kapłanom pobudek do pracy około dzieła rozkrzewiania Kościoła, do jego obrony przed zakusami władców tego świata, przed zarazą herezji i odszczepieńców, więc i ją sobie odświeżyć, więc i jej zakres wiadomości rozszerzać im należy. Kapłani są naturalnymi opiekunami sztuk pięknych, na usługi czci Bożej oddanych. Stąd winni znać i uprawiać z zamiłowaniem budownictwo kościelne i śpiew kościelny, znać zasady estetyki, aby mogli swoje kościoły zaopatrywać w piękne obrazy, rzeźby, umeblowanie odpowiednie stylowi kościoła i aparaty stylowe, zgodne z przepisami liturgicznymi. Bez sprowadzania i czytania dział traktujących o tych przedmiotach nie można mieć nawet najmniejszego pojęcia o tym wszystkim i dlatego kapłan, zamiast być opiekunem i mecenasem sztuk świętych, musi być według nich ojczymem, a nawet wandalem. Przykładów tego nie brak. To również poniża nas wobec ludzi inteligentnych i zraża ich do nas.

Lecz znajomość samych nauk świętych, duchowych nie wystarczy, aby działalność kapłańska była owocną. Wobec ludzi świeckich kapłanowi wielką wziętość i powagę zjednywa znajomość i nauk świeckich, bez których nikt nie może uchodzić za człowieka inteligentnego i wykształconego. W miarę, przeto sił winni się kapłani oddawać i tym naukom iżby nawet świeckich niewierzących dla wiary zjednali, w oczach przeciwników uszanowanie dla swego stanu zyskali, a ich strzały, którymi ze skarbca historii, filozofii i nauk przyrodniczych biorą w celu zwalczania religii objawionej tym łatwiej odparli (Acta et Statuta Synodi dioec. Premisiliensis an 1902, str. 213) . Nie może być za dni naszych obcą kapłanowi, choć w elementarnych zarysach nauka socjologii, a to powodu żywotności teraz sprawy socjalnej, którą socjalizm chce przeciw Bogu i Kościołowi skierować. Owszem, pożądaną jest rzeczą, aby kapłani, chcąc ująć w swoje ręce jej rozwiązanie - zwłaszcza wolniejsi- dokładną zdobyli jej znajomość. Że kapłani obdarzeni wyższymi zdolnościami i mający możność poświęcić więcej czasu naukom, winni się ćwiczyć w sztuce pisania i już to pisać książki, celujące treścią i stylem, już to pomieszczać artykuły poważne w pismach katolickich, o tym chyba dwóch zdań być nie może. "Dobrą, bowiem, chwalebną i pożądaną jest rzeczą piękność nauki, powiada Leon XIII; nad to wszelka nauka, jaką by rozum ludzki spłodził i która odpowiadałaby prawdziwości rzeczy, nie mało się przyczynia do poznania tego samego, co o Bogu Stworzycielu wierzymy.

Czasy takie nastają, ze nie dosyć kapłanowi wskazywać ludowi niebo i krzyż, ale trzeba mu jednocześnie podawać chleb. Chcąc zaś dostarczyć mu chleba, trzeba go uczyć rzemiosł i domowego przemysłu, trzeba go wtajemniczyć w wyższą kulturę roli i sposoby wydobywania z łona ziemi obfitych owoców i plonów. Niektórzy biskupi, pragnąc odpowiednio do potrzeb obecnych przygotować młody kler, zaprowadzają w swych seminariach obowiązkową naukę rolnictwa. Przykładem tego biskup włoski Bonomelli w Cremonie i biskup węgierski w Pięciukościołach. Jedynie zabieganiem około dobra nie tylko duchowego, ale i materialnego ludu wiernego można go sobie zjednać, na zawsze do siebie przywiązać, boć on wtedy zrozumie, że kapłan to naprawdę jego ojciec, a nie godzący na jego kieszeń urzędnik lub obojętny ojczym.

Każdy człowiek potrzebuje pewnego przymusu do pracy, pewnej do niej podniety, w przeciwnym, bowiem razie bardzo łatwo może ulec lenistwu wrodzonemu. I kapłan, jako człowiek, pomimo świętości swego charakteru duchownego, potrzebuje także, aby go budzić, zachęcać i skłaniać do pracy nad sobą dla dobra własnego i dusz mu zleconych w pieczę i nie dać mu zasnąć w grzesznym lenistwie, w czynnym próżniactwie. Są, bowiem kapłani na pozór czynni, ale niepracujący prawdziwie. Kościół święty zgodnie z psychologią ludzką, kapłana na rozmaity sposób do pracy umysłowej zachęca, nakłania, a nawet groźbami zmusza. Jednym ze sposobów przez Kościół w tym celu stosowanych są egzaminy. Oprócz egzaminów na stopnie naukowe ustanowił obowiązkowe dla przyjęcia świeceń i beneficjów kościelnych. Nadto w ostatnich czasach synody postanowiły lub biskupi przepisali egzaminy dla nowo-wyświęconych kapłanów, ażeby dłużej egzaminowani lepiej przyswajali sobie kurs nauk w seminarium nabywanych. Śp. Biskup nasz A. Sotkiewicz zaraz przy rozpoczęciu swych rządów pasterskich zachęcił duchowieństwo nasze do pracy umysłowej, do nie zarzucania ksiąg teologicznych. Rozporządzeniem zaś z dn. 18-go sierpnia 1883 roku zobowiązał wszystkich nowo wyświeconych kapłanów do odbywania trzechletnich egzaminów z kursu każdorocznego nauk seminaryjnych. Zaprowadził również egzaminy konkursowe i sposób ich odbywania szczegółowo opisał. Przy tym w rzeczonym rozporządzeniu nadmienił, iż w miarę potrzeby będzie powoływał na egzaminy od czasu do czasu innych kapłanów. Wreszcie zaprowadził rozwiązywanie kazusów z teologii moralnej lub liturgiki przez całe duchowieństwo, co miało wpływać na powiększenie lub ograniczenie aprobaty. Owoc tego rozporządzenia jest niezaprzeczony. Kazus rozesłany duchowieństwu zmusza je do rozmów w tym przedmiocie, do szperania po autorach, do dysput, a przynajmniej do przepisania jego rozwiązania, z czego również jest pewna korzyść. W 6 lat potem w odezwie z dn. 22 listopada 1889 roku ze smutkiem oświadczył, że są w diecezji księża, którzy, jak się wyraził, hańbiące nieuctwo i próżnowanie przenoszą nad zaszczytną i wartość człowieka podnoszącą pracę umysłową. Zaznaczył wtedy fakt smutny, że "niektórzy z młodszych przyjeżdżają na egzaminy trzechletnie, nic nie umiejąc nawet zapomniawszy, czego się w seminarium nauczyli.; ci znowu, którzy pragnęliby otrzymać beneficja, nie przybywają na egzaminy, wyczekują i włóczą się, a zamiast egzaminu, którego Kościół od nich wymaga, przedstawiają władzy swoje lata, które tym więcej powiększają, czym zwłoka jest dłuższa". Skutkiem tego zagroził zastosowaniem prawa de irregularitate ex defectu scientiae do tych wszystkich kapłanów, którzy nie poczuwają się do obowiązku pracy umysłowej, właściwej ich powołaniu. I obecnie egzaminy rzeczone nie powinny być przez władzę pomijane, a przez duchowieństwo omijane. W roku 1899 odbył się w Rzymie Synod plenarny Ameryki Łacińskiej, tj. Środkowej i Południowej. Otóż Synod ten w artykule o egzaminach nowo-wyświęconych kapłanów postanowił, aby studia teologiczne z ukończeniem seminarium nie uważali za skończone, lecz pamiętali, iż nigdy nie należy ich zaniedbywać. W tym celu postanowił dla nich egzaminy pięcioletnie i wezwał biskupów, aby nad stanem umysłowym swego duchowieństwa pilne baczenie mieli.

Oprócz egzaminów Kościół święty obmyślił inny bardzo skuteczny środek, zmierzający ku temu iżby otrzymana w seminariach wiedza teologiczna zachowywała się w umysłach kleru i przez pilne ćwiczenia była pielęgnowana i rozwijana przez duchowieństwo. Tym środkiem są tzw. kongregacje, czyli konferencje dekanalne. Już dawno one istnieją św. Karol Boromeusz mówi o nich, zowiąc je, "scholas atque exercitationes non solum studiorum sed etiam officiorum ecclesiasticorum". Na nich, bowiem omawiane bywały kwestie teologiczne, liturgiczne i pasterskie. Usilnie je zalecił w całym Kościele Benedykt XIII papież na synodzie prowincjonalnym rzymskim w roku 1725 odbytym. Pius IX również odbywanie kongregacji dekanalnych poparł i nakazał. Zaprowadzone są w diecezjach z nami sąsiadujących w Galicji. Przepisał je całemu duchowieństwu Ameryki Łacińskiej synod plenarny wyżej wspomniany, pozostawiając każdemu biskupowi swobodę, co do metody ich odbywania, stosownie do okoliczności i potrzeb duchowieństwa. Ów synod żąda, aby się wszyscy kapłani na nie zbierali i tak się na nich zachowywali iżby i sami, zgodnie w Chrystusie Panu, wzajemną radą sobie dopomagali i lud, patrzący na miłość wśród nich żyjącą, do tym większego poważania swego stanu i do tym skwapliwszego przyjęcia od nich zachęt i upomnień przywodzili. Następnie wymaga, aby kapłani podczas odbywania konferencji dalekimi byli od chęci popisywania się i szukania swoich korzyści osobistych, lecz natomiast wszystko, jak upomina Apostoł, w duchu miłości odbywali, a prawda przez nich wszystkich byłą umiłowaną i jako najważniejsze całego zebrania dobro poszukiwaną. Winni, zatem mieć na pamięci one słowa Pisma św.: "Stawaj w gromadzie starców (presdyterorum) roztropnych, a przyłączaj się z serca mądrości ich; abyś wszelką powieść Boską (narrationem) słyszeć mógł (Ecl. VI, 35). Tego rodzaju staranie "w gromadzie starców roztropnych" wszystkim kapłanom, a szczególnie kapłanom młodym, ułatwi nabywanie coraz większych wiadomości z dziedziny teologiczno-liturgicznej i pastoralnej, zapoznanie się z statutami diecezjalnymi, pełnienie ich urzędu jednostajnym uczyni, przyzwyczai ich wreszcie do ćwiczeń życia duchowego, gdyż i one, w myśl Kościoła, na tych zebraniach winny być odprawiane. W ten sposób duchowieństwo rozwijające się duchowo i umysłowo i w jedności bratniej się umacniające urzeczywistni ową drogę jedność dusz tak bardzo przez Chrystusa Pana w Ewangelii zalecaną.

Kongregacje rzeczone, jak widać z ich celu żadnego nie mogą sobie rościć prawa do wyrokowania w rzeczach dogmatów, moralności lub karności kościelnej, żadnej też nie mogą sobie przywłaszczać jurysdykcji, co do miarkowania lub omijania rozporządzeń biskupich i statutów diecezjalnych. Za to ilekroć razy zrodzi się jakakolwiek trudność lub ilekroć razy duchowieństwo na kongregacji zebrane uważałoby, że należy coś pożytecznego postanowić w rzeczach karności, może jedno i drugie z uszanowaniem przedstawić biskupowi (Instructio Pastoralis. Str. 563 Eestetensis). Przewodniczącym tych zebrań może być albo dziekan, albo prefekt, mający do pomocy, wice-prefekta, których przez kongregację wybranych z pośród proboszczów lub beneficjantów biskup zatwierdza. Sekretarza większością głosów wybiera sama kongregacja. Po rozprawach teologiczno-liturgicznych i pastoralnych, do których tematy wyznaczeni w tym celu kapłani piśmiennie opracowują, i po ich spisaniu przez sekretarza, następują pewne ćwiczenia duchowne.

W bliższe szczegóły odbywania tych kongregacji nie wchodzę natomiast wyrażam jak najgorętsze życzenie, aby prześwietna władza diecezjalna raczyła je w naszej diecezji wzmocnić i to jak najrychlej, przepisawszy wprzód porządek, w jakim odbywać się winny. Jak gdzieindziej tak i u nas przyczyniają się one z pewnością do podniesienia naukowego i duchowego naszego kleru. Z tych zgromadzeń należycie odbywanych będzie się rozchodził po diecezji "bonus odor", który stan kapłański w oczach Boga i ludu podniesie i miłym uczyni, a przez to i stokroć pożyteczniejszym.

Nadto pożądaną jest rzeczą, aby kapłani nasi poza kongregacjami publicznymi odbywali prywatne zebrania, na których by roztrząsali i rozbierali kwestie teologiczne i duszpasterskie, do czego obecnie, dzięki wolności zbierania się, tyle jest dogodnych okazji. Wszyscy kapłani w większej lub mniejszej mierze powinni by stanowić bez żadnego wyjątku Towarzystwo Przyjaciół Nauk Teologicznych i Sztuk Pięknych Kościelnych. Każdy, przeto bez zaniedbania się jednak w pracach pasterskich, powinien by dużo czytać a dobrych książek katolickich, do czego wielkim ułatwieniem byłyby zgromadzenia dekanalne, na których kapłani jedni drugim mogliby zalecać dzieła przez nich samych przeczytane i za pożyteczne uznane.

Pilne zaś czytanie domyślać się karze pewnego zbioru książek, przeto kapłani winni się z wielką pilnością starać o tworzenie bibliotek. Ileż to wydawano dawniej pieniędzy na wina i przyjęcia kosztowne, a nie było ich na zakup książek kapłanowi niezbędnych! Starzy mawiali: "Non multa, sed multum". Więc i w urządzeniu biblioteki powinno chodzić nie o liczebność zbioru, ale o jego, jakość. W bibliotekach kapłańskich nie powinno być książek zakazanych, a to stosownie do reguł konstytucji Leona XIII "Officiorum ac munerum" z dn. 25 stycznia 1897 roku. Kapłani potrzebujący czytać książki zakazane winni się postarać o stosowne pozwolenie biskupie i baczyć przy tym, aby ten rodzaj książki nie był dla każdego dostępne i aby po śmierci nie przeszły do rąk ich spadkobierców. Z pomiędzy naszych wydawnictw duchownych, które powinny by się znajdować w bibliotece każdego kapłana, jeżeli nie wszystkie, to przynajmniej niektóre wymienić należy: "Encyklopedię kościelną", "Bibliotekę dzieł chrześcijańskich", "Kwartalnik Teologiczny", "Homiletykę", "Wiadomości pasterskie" i inne pomniejsze z zagranicznych zaś: "Przegląd powszechny", "Przegląd kościelny", i "Misje Katolickie". Opowiadano mi o pewnym starym a poważnym proboszczu z naszej diecezji, który nie tak dawno przeniósł się do wieczności, że prenumerował wszystkie nasze wydawnictwa katolickie, mówiąc, że jeżeli ich ksiądz nie będzie popierał to któż je poprze, może rabin?

Niestety nie wszyscy kapłani, wyrzucający sporo pieniędzy na gazety i pisma świeckie ilustrowane i nieilustrowane, poczuwają się do obowiązku prenumeraty dzieł i pism katolickich. Tym sposobem częstokroć popierają to, co dla wiary i Kościoła jest niechętne lub obojętne. Odtąd jednak inaczej być powinno. Winna wśród nas nastąpić reakcja na każdym kroku, więc i pod tym względem. Komisja diecezjalna do spraw wydawniczych i prasowych mogłaby nie tylko w nabyciu wydawnictw ludowych, ale i duchowieństwu pożytecznych, nieść skuteczną pomoc, nie szczędząc rad i wskazówek, w czym mogliby ją poprzeć swymi radami i wskazówkami ci z pomiędzy duchowieństwa diecezjalnego, którzy ciągle trzymają rękę na pulsie życia naukowego.

Streszczając mój referat, powiem, że dla podniesienia nauk teologicznych wśród duchowieństwa naszego przede wszystkim uważam za potrzebne odbywanie egzaminów nie dla formy tylko, dalej kongregacje dekanalne, zaprowadzenie bibliotek dekanalnych i parafialnych w ten sposób, aby włączone były do inwentarza kościelnego i nie szły na licytację po śmierci czy to dziekana, czy też proboszcza, w końcu popieranie naukowych wydawnictw katolickich, które, dzięki poparciu, coraz lepiej prowadzone stanowiłyby najlepszy dowód, że duchowieństwo rozumie potrzebę nauki, o nią zabiega i nią celuje. Tyle odnośnie nauk kościelnych. Co się tyczy punktu, o którym była mowa wyżej, a mianowicie, że kapłan w czasach obecnych musi uczyć lud swój wierny nie tylko jak zdobywać niebo, ale i jak zdobywać chleb powszedni, stawiam wniosek, by prócz socjologii i nauk przyrodniczych zaprowadzić w seminarium naukę rolnictwa, pszczelarstwa i ogrodnictwa. Zamykając swój referat, przytoczę słowa, śp. Bp. Sotkiewicza, wykazujące potrzebę nauki dla kapłanów, a wyrzeczone do alumnów seminarium, w których liczbie i ja wtedy byłem: "Nauka każdemu jest pożyteczną, lecz kapłanowi nieodzownie potrzebną". Daj Boże, abyśmy wszyscy, mając te słowa na pamięci i uprawiając w miarę możliwości nauki teologiczne, obok nich zaś nie lekceważąc sobie i świeckich, w całym tego słowa znaczeniu byli "światłością świata" i mistrzami ukochanego narodu naszego, ku większej chwale Pana Zastępów, a prawdziwemu pożytkowi naszej Ojczyzny.


Nadesłane artykuły opublikowane w serwisie internetowym są własnością autorów.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.


W górę
Cofnij Strona główna Copyright © 2000-2017 by Diecezja Sandomierska
Poinformuj Redakcję Portalu: www@sandomierz.opoka.org.pl
Aktualizacja: 7 czerwca 2011