Strona główna Czytelnia
Instytucje diecezjalne



BiskupiKuria DiecezjalnaSąd BiskupiStrona główna
• Bp sandomierski Krzysztof Nitkiewicz
• Bp pomocniczy Edward Frankowski
• Bp senior Wacław Świerzawski
• Kancelaria Kurii Diecezjalnej
• Wydziały Kurii Diecezjalnej
• Diecezjalne rady i komisje
Caritas Diecezjalana
(Strona własna)
Wiadomości
Kalendarium
DekanatyParafie
• Wyszukiwarka parafii
Sanktuaria 
Uczelnie i szkołyDomy rekolekcyjne
i domy kultury
Media diecezjalneMuzeum Diecezjalne
• Wyższe Seminarium Duchowne
• Instytut Teologiczny
• WZNoS KUL Stalowa Wola
• WZPiNoG KUL Stalowa Wola
• Katolickie Liceum i Gimnazjum
w Sandomierzu

• Katolickie Liceum i Gimnazjum
w Ostrowcu Świętokrzyskim

• Katolickie Gimnazjum i Liceum
w Stalowej Woli

• Katolickie Przedszkole i Szkoła
Podstawowa w Ostrowcu Św.

• Rodzina szkół imienia Jana Pawła II
• Centrum KEiFC Quo vadis w Sandomierzu
• Ośrodek TiFCh Augustianum w Radomyślu
• Ośrodek Formacyjny w Tarnobrzegu
• Dom Formacyjny w Gorzycach
• Katolicki Dom Kultury w Sandomierzu
• Katolicki Dom Kultury Arka w Racławicach
• Ośrodek Formacji Liturgicznej Zawichost
• Ośrodek Pomocy w Kryzysach Fundacji
Powrót w Zawichoście

• Pustelnia Złotego Lasu w Rytwianach
• Relaksacyjno-Kontemplacyjne Centrum
Terapeutyczne SPeS w Rytwianach
• Diecezja Sandomierska w Internecie
• Gość Niedzielny
• Kronika Diecezji Sandomierskiej
• Niedziela
• Studia Sandomierskie
Dom Księży Emerytów
Katolickie Centra Pomocy Rodzinie
Wydawnictwo Diec.
i Drukarnia
(Strona własna)
Fundacja "Serce bez granic" (Strona własna)
  

» CZYTELNIA » WYKAZ WEDŁUG AUTORÓW (111)   
M E N U

Według autorów

Według tytułów

Wyszukiwanie

Nowości wydawnicze



Główna Indeks



Nr strony



Wyszukiwarka ...




Ks. prof. dr hab. Zdzisław Janiec

Język w liturgiczny i homilia wyrazem komunikacji interpersonalnej

Wstęp

Przedmiotem krytyki staje się przede wszystkim język liturgiczny, który w ocenie wielu stanowi główną przeszkodę na drodze rozumienia liturgii. Pyta Paul de Clerck; „Zrozumiec liturgię?”[1].

Obiektem oskarżeń jest fakt, że liturgia używa zbyt albo źle języka biblijnego. Krytykuje się nie tyko czytania ze Starego Testamentu, choć istnieje jakaś świadomość, że stanowią one część Biblii, ale przede wszystkim całe ich tło: społeczność rolnicza, śródziemnomorska, patriarchalna, jednym słowem świat, który wielu – nie tylko kobiety – odbiera, jako krępowanie wolności.

Przedmiotem ataków są także teksty samej liturgii. Możliwe, że brzmiały pięknie języku łacińskim, ale trzeba sobie jasno zdawać sprawę, że są one nietłumaczalne na języki nowożytne, choćby z uwagi na inny rytm, a jakim się sformułowano[2]. Na przykład śpiew antyfony „Salve Regina”. Wydaje się, że śpiewając słowa tej antyfony w języku polskim (np. w czasie liturgii pogrzebu), nie mamy trudności, jakich autor się lęka ze strony osób mówiących po francusku.

Zdaniem, które sprawia najwięcej kłopotu ludziom mojego pokolenia, jest prawdopodobnie doksologia śpiewana po „Ojcze Nasz”

- Niektórym nie odpowiada cały szereg symboli liturgicznych” dodawanie paru kropel wody do wina w kielichu, posypywanie głów popiołem, umywanie nóg w Wielki Czwartek, chociaż pochodzi ono z Ewangelii.

Krótko mówiąc idzie tu o cały kontekst liturgii – o świat, z którym ona ma związek. Niektórzy chcieliby się od teto świata oderwać. Gdyż według nich jest on już przebrzmiały, niedzisiejszy. Do tego chętnie dodają dwa określenia, które wieńczą te kontestację: świat liturgii jest średniowieczny i monastyczny

I. Liturgia mówi o Bogu

1. „Quidliturgii? – (co przekazuje liturgia?)

Celebracja jest „sakramentem”, czyli zewnętrznym przejawem głębszej rzeczywistości. Celebracja nie powinna być samouwielbieniem czy skupieniem sama na sobie. W tym znaczeniu przedstawiam celebrację liturgiczną jako swego rodzaju wielowarstwowy teren, jako skarb ukryty pod różnymi poziomami rozpatrywań. Zatem liturgia jako czynność Chrystusa a nie człowieka ma w sobie do przekazania pewną treść.

I tak, aby zrozumieć „quid” liturgii, najgłębszą jej treść, jesteśmy skłonni rozpatrywać różne warstwy uwzględniając to, że najgłębsza czyli pierwsza, zawiera w sobie wszystkie inne, a nie odwrotnie.

a) na płaszczyźnie czy w warstwie chrystologicznej: liturgia jest czynnością Chrystusa, On jest podmiotem działającym i treścią każdej celebracji. Liturgia mówi nam o Chrystusie

b) na płaszczyźnie antropologicznej: liturgia jest uwielbieniem Boga ze strony poszczególnego człowieka we wspólnocie, każdego we wspólnocie przez Boga. Kościół mówi nam o Bogu.

2. „Quisliturgii – (kto mówi w liturgii ?)

a) Chrystus

To On jest Celebransem, protagonistą i „świętowanym”, jak bardzo stosownie wyraził się kard. Biffi, arcybiskup Bolonii w jednym ze swych listów duszpasterskich. To do Chrystusa trzeba zawsze nawiązywać: to Jego Słowo powinno zawsze panować. To wszystko, co liturgia celebruje, realizuje, oznacza, nie może być niczym innym, jak „znakiem Chrystusa”: nie moich czy naszych uczuć, moich czy naszych gustów.

b) Kościół

Kościół jest ciałem Chrystusa i oblubienicą Chrystusa. Jako ciało jest z Nim jedno; jako oblubienica stoi przed Nim, przyjmuje i odpowiada Jemu, daje i otrzymuje, ofiaruje i przekazuje. Zatem jako jedyna jest wpuszczona do „pokoju małżeńskiego”: wszystko odnosi się do Niej. Nie celebruje się dla osobistych czy szczególnych wymogów, nie należy przekazywać tego, co nam leży na sercu, na co jesteśmy wrażliwi, ani nawet tego, czego potrzebujemy: ale to, co przysługuje jej; tego, co jest Jej godne.

c) Zgromadzenie

Chrystus i Kościół mają swój najbardziej ekspresywny i widzialny znak w celebrującym zgromadzeniu liturgicznym: jest ono naprawdę „sakramentem”, skrzyżowaniem przez które przechodzą wszystkie inne „sakramenty”, którymi są te oficjalne i inne z nimi związane. W każdej celebracji zgromadzenie powinno wyłaniać się jako aktywny podmiot, a nie pozostawać po prostu zepchniętym do roli odbiorcy i widza tego, co się przed nim sprawuje. Zgromadzenie „mówi” i komunikuje wtedy, gdy w każdej celebracji rozpoznaje się, oddaje szacunek, wielbi, służy każdy „szafarz”, który widzi i kontempluje w niej oblicze Chrystusa i Kościoła, oblicze niekiedy wyblakłe, zmęczone, utrudzone, zagubione, ale zawsze oblicze protagonistów.

d) Szafarz przewodniczący

Wśród wszystkich szafarzy ten, który przewodniczy, ma szczególną rolę, jedyną, decydującą i determinującą. Skupia on w sobie znaczenie „szafarza” a więc sługi, nie pana; na służbie innym (Chrystusa-Kościoła w zgromadzeniu) a nie manipulując i posługując się innymi; a zarazem „przewodniczącego”, który działa „w osobie” Chrystusa-Kościoła, a nie swojej czy jako delegat wspólnoty. Jego komunikowanie odzwierciedla wiarę Kościoła poprzez jego wiarę, jego życie duchowe, jego znaczenie pasterskiej charitas.

e) Służby

- lektor

- akolita

- animator śpiewu

- animator zgromadzenia

- animator miejsca celebracji

Zgromadzenie wyraża się w „dzikiej”, ale uporządkowanej formie. Każda celebracja wzbogaca się i ubogaca w miarę, jak dokonuje się udział posługi braciom dla chóralnego i braterskiego realizowania chwały Bożej i uświęcenia wszystkich.

3. „Cui” liturgii - (komu mówi?)

- Homo liturgicus: człowiek żyjący, stworzony dla chwały Bożej jest powołany i uzdolniony do tego, by wielbił i chwalił Pana.Człowiek nosi w sobie naturalne powołanie do komunikowania z Bogiem, do spotkania z Nim, do przyjęcia miłości Chrystusa i łaski Ducha Świętego.

Komunikowanie liturgiczne nie następuje komuś obcym tajemnicy, ale osobom, które już w tajemniczy sposób zostały dotknięte tajemnicą i łaską i potrafią rozróżnić to, co je cechuje.

- Homo secularis

Konkretnego człowieka, do którego dziś zwraca się celebracja liturgiczna, w zachodnim kontekście odniesienia, zazwyczaj charakteryzuje kategoria sekularyzmu, a w jej bardziej radykalnym znaczeniu sekularyzacji - maksymalny dystans od centrum wiary, kultu i życia duchowego.

Jednocześnie w Regno attualità dokonuje się podsumowania sytuacji francuskiej kultury katolickiej w stosunku do świeckości państwa i kultury mocno większościowej i dominującej. Francuscy intelektualiści katoliccy stwierdzają, że „dzisiaj problemem dla Kościoła nie jest dać rozpoznać jego instytucję, ale problemem Kościoła jest powiedzenie czegoś inteligentnego i ważnego dla społeczeństwa (P. Vandrini w: M. Neri, Cattolicesimo e cultura in Francia... str. 176).

- Zgromadzenie

Konkretnie odbiorcą w celebracji jest zgromadzenie celebrujące, które zatem cechuje się jako podmiot celebrujący i składa się z odbiorców celebracji. O tym zgromadzenia, które należy poznać, nigdy nie uważając niczego za oczywiste, należy zawszy myśleć, aby przekazać orędzie i dar zbawienia, który ucieleśnia się w liturgii.

4. „Quomodo” liturgii - (jak przekazywać?)

a) W systemie znaków = liturgia, celebracja, „sakramenty”, czynność.

Liturgia działa poprzez język sakramentalny, język znaków, który wyraża tajemnicę przez akt symboliczny, a zatem ani nie na płaszczyźnie pojęcia werbalnego, ani nie na płaszczyźnie realnie-konkretnej czynności.

b) Piękno i godność celebracji, a nie nostalgiczna i sentymentalna „estetyka”.

Celebracja wymaga oderwania od codziennej rzeczywistości życia dlatego, że to właśnie ona informuje, karmi, zasila codziennemu życiu chrześcijańskiemu i nadaje mu znaczenie. Działając na płaszczyźnie symbolicznej przedstawia w skrócie to, czym powinno być życie. Zapobiega to formom estetyzmu, ceremonializmu, mdłemu sentymentalizmowi, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością życia chrześcijańskiego.

c) Wierność tradycji, a nie niewzruszony jurysdykcjonalizm.

Liturgia jest głosem Kościoła nie tylko z każdej strony obecnych dziejów, ale także Kościoła w minionych dziejach i ku przyszłości. Jest to tradycja żywa, dynamika ożywiana przez Ducha Świętego, a nie przywiązanie do stereotypowych form, przejściowych i przemijających elementów.

d) Tajemnica, w którą się wierzy, którą się celebruje i żyje nią, a nie moralizowanie.

Tajemnica, w którą się wierzy jest dziedziną wiary; tajemnica celebrowana jest dziedziną celebracji; tajemnica przeżywana jest dziedziną życia moralnego i duchowego. Zatem liturgia jest częścią życia chrześcijańskiego, globalnej tajemnicy zbawienia i łaski.

e) Sakramentalne wyrażenie na nowo, a nie przedstawienie teatralne.

Celebracja liturgiczna, a zwłaszcza eucharystyczna, nie jest przedstawieniem Wieczerzy Pańskiej, ale sakramentalnym wyrażeniem na nowo tajemnicy krzyża i zmartwychwstania. Nie chodzi zatem o naśladowanie tego, co uczynił Pan, ale o przeżywanie na nowo treści Jego zbawczej czynności.

f) Uczestniczenie pełne, osobiste i wspólnotowe, a nie uczestniczenie wszystkich we wszystkim.

Byłoby złudzeniem i prowadzącą do nikąd perspektywą, gdyby domagano się czy wierzono, że komunikowanie liturgii powinno prowadzić do uczestniczenia wszystkich we wszystkich gestach celebracji w taki sam sposób czy w takim samym stopniu. Uczestniczenie między innymi nie wyczerpuje się w prostym rozumieniu tego, co się dokonuje w celebracji, ponieważ ona wyraża się w pełni w życiu. Ponadto uczestniczenie bardzo mocno cechuje zasada dialogowania: proklamacja-słuchanie, przynoszenie-przyjmowanie, kapłaństwo powszechne - kapłaństwo służebne, czynność-milczenie, słowa-gesty itd. Każdy element i każda część celebracji ma zatem własną pedagogikę.

g) Liturgia „otwarta”, ale nie arbitralna.

To prawda, że każda celebracja powinna być „novum”, ciągłym dokonywanie się tajemnicy wcielenia i uwielbienia Boga. Nie chodzi o powtarzanie filmu czy spektaklu, ale o przeżywanie za każdym razem jedynej i wielorakiej tajemnicy Paschy Pana. Cała ta kreatywność właściwa okresowi początkowemu doświadczenia liturgicznego Kościoła odnosi się jednak do bardzo konkretnych kanonów, do określonych elementów samej celebracji chrześcijańskiej.

5. „Quibus auxiliis” liturgii - (za pomocą czego przekazywać?)

Liturgia jest mądrym dozownikiem elementów, które za każdym razem powinny odnawiać się i być na usługach piękna i wielkości tajemnicy oraz pełnego i aktywnego uczestnictwa uczestników celebracji. Pokrótce wymienię niektóre z nich, odnoszące się przede wszystkim do celebrowania Eucharystii, ale należałoby odnieść się do innych sakramentów, do liturgii godzin itp., by podkreślić bogactwo i różnorodność.

a) Gesty:postawa stojąca, siedząca, klęcząca, żegnanie się znakiem krzyża, przekazanie znaku pokoju

b) Słowa: modlitwy przewodniczenia, proklamowanie Słowa, homilia, pozdrowienia, upomnienia i zachęty błogosławieństwa

c) Przedmioty liturgiczne: ołtarz, ambona, elementy liturgiczne, naczynia, szaty liturgiczne, świece, kwiaty

d) Środowisko liturgiczne: prezbiterium, nawa, miejsce przewodniczenia

e) Sztuka liturgiczna

f) Muzyka liturgiczna: śpiew części stałych, śpiewy części własnych, śpiew liturgiczny, religijny i sakralny

Te wszystkie elementy stanowią alfabet komunikowania liturgicznego: mogą być odpowiednie i dostosowane, albo błędne i nieadekwatne. Każda celebracja jest w rzeczywistości sztuką religijną, modrością oświeconą i szkołą wiary, kultu i życia.

Mówienie liturgiczne jest sztuką, która angażuje umysł, serce, ducha, technikę, relacje, znajomość osób, umiłowanie piękna celebracji i zawartej w niej tajemnicy.

(...)

II Liturgia mówi

językiem werbalnym

można przedstawić schematycznie wokół przynajmniej następujących ośrodków:

a) Głos

Trzeba unikać sprawiania wrażenia agresywności (posługiwanie się np. wysokim tonem), albo przeciwnie: wrażenia niepewności (niski ton). Ażeby jak najlepiej posługiwać się głosem dla dobrego komunikowania, powinien być on wystarczająco wysoki, by wskazywać pewność.

b)Język

Oprócz zwracania uwagi na unikanie obcych pojęć i cytatów (podczas homilii dobrze jest unikać „Weltanschuung”, jak i faszerowania mowy uczonymi cytatami teologii biblijnej). Również i pojęcia specjalistów oraz konwencjonalne powinny być eliminowane.

c) Rytm

W nerwowych sytuacjach (bo np. nie przygotowało się homilii) ma się skłonność do przyspieszania rytmu. Natomiast dobrze jest pamiętać, że maksymalne rozumienie wynosi 150 słów na minutę oraz że ważne są pauzy w mówieniu właśnie dla podkreślenia ważnych pojęć.

III Liturgia mówi

językiem niewerbalnym

skupia się ono wokół:

a) Spojrzenia

Często homilie przechodzą nad naszymi głowami nie tylko z powodu tego, co zostało powiedziane, ale także dlatego, że spojrzenie kieruje się ku malowanym sklepieniom. Spoglądanie w dół (ponieważ np. czyta się homilię) albo gubienie wzroku w górze nie pomaga w nawiązaniu kontaktu z tymi, których mamy przed sobą> Powinno się nawiązywać kontakt ze wszystkimi, dlatego trzeba spoglądać na całe zgromadzenie, a nie tylko na jakąś jego część.

Wyraz twarzy

Jest to bardzo ważny temat, jeżeli chodzi np. o celebrowanie pojednania, które często odbywa się twarzą w twarz. Jak by nie było, należy unikać dwóch postaw: nadmiernej radości i sarkazmu.

Gesty i posługiwanie się ciałem

W celebracji liturgicznej bardzo ważne jest posługiwanie się ciałem. Przede wszystkim dlatego, że księgi liturgiczne zalecają pewne postawy, jak wznoszenie rąk lub rozkładanie ich w formie krzyża, nakładanie rąk nad penitentem podczas formuły rozgrzeszenia itd. Jak najlepsze wykorzystanie tych zaleceń pomaga pobudzać do uczestniczenia, podpowiadać empatię zgromadzenia do celebrującego.

Słuszny jest postulat, żeby o Bogu mówić językiem zrozumiałym i jasnym,

Jak wiązać homilię z katechizmem

Wstęp

Świat dzisiejszy tonie w słowach, co prowadzi do dewaluacji, stwarza infor-macyjny szum. Słowa, które winny być środkiem łączności i komunikacji mię-dzy ludźmi zatraciły swoją istotę, którą jest prawda.

Wśród wytartych banałów coraz trudniej o porozumienie, coraz trudniej spotkać drugiego człowieka. A przecież kultura europejska jest wewnętrznie powiązana ze słowem nawet dziś, gdy cywilizację słowa wypiera cywilizacja obrazkowa. obowiązek nauczania jest zdecy-dowanie na pierwszym miejscu. Sam nakaz jest wyraźny: głoście, nauczajcie, przepowiadajcie, ogłaszajcie.

4. Homilia

Czym jest homilia? Jest to kazno-dziejski przekaz Słowa Bożego zawarte-go w Piśmie Świętym w kontekście sa-kramentalnej obecności Chrystusa. Chciałbym wskazać na trzy istotne ele-menty homilii:

Biblijny — kaznodzieja winien do-kładnie odczytać z Lekcjonarza teksty biblijne i wydobyć z ich bogactwa prawdę najbardziej aktualną. W analizie tekstów chodzi o odpowiedź na pytanie: Co Bóg dziś przez swoje słowo chce przekazać kaznodziei i słuchaczom?

Egzystencjalny — kaznodzieja wi-nien dokładnie znać audytorium oraz to, czym ono żyje „tu i teraz”. Winien wie-dzieć, na jakie treści najmocniej zarea-guje jako żywy rezonans. Uczestniczenie w codziennym życiu wiernych jest nie-odzownym elementem dobrej homilii. Obok dokładnej znajomości audytorium oraz tego, czym ludzie żyją w chwili obecnej, egzystencjalny wymiar homilii można przekazać w dobrze przedsta-wionej hagiografii. Święci zawsze ob-jawiają realizm Ewangelii. Nie chodzi tu tylko o świętych kanonizowanych, lecz o wszystkie pozytywne przykłady ewan-gelicznego życia.

Liturgiczny — polega na nieustan-nym liczeniu się z obecnością Boga: Ojca i Syna i Ducha Świętego, działają-cego we wspólnocie liturgicznego zgro-madzenia. Homilia to słowo tego obec-nego Boga skierowane do zgromadzo-nych. Jest to najtrudniejszy element homilii, ponieważ wymaga od kazno-dziei intuicyjnego „wyczucia” obecności Boga, w imieniu którego przemawia. Mówienie najczęściej koncentruje uwagę na przekazie treści oraz na reakcji słu-chacza. Tymczasem w homilii dochodzi trzeci i najważniejszy czynnik, a jest nim jej twórca — Bóg. Pogłębiona świadomość odrębności Osób Bożych pozwala odnaleźć się zarówno kazno-dziei, celebransowi, jak i wiernym w żywej relacji do Ojca, którego wielbimy przez Jego Syna, Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym Ważna jest również troska o przekaz nie tylko misterium trynitarnego, lecz i paschalnego i ekle-zjalnego. O tym wymiarze decyduje dobre przygotowanie liturgiczne. Polega ono na odkryciu, że ołtarz i cały kościół jest „środowiskiem Bożym”, miejscem pełnym obecności Boga.

Zakończenie

Mówić o Bogu dziś

Mówiąc o Bogu dziś, musimy się nieuchronnie sprzeciwić człowiekowi: „Gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystu-sa ukrzyżowanego — zgorszeniem dla Żydów i głupstwo dla Greków” (por. 1 Kor 1,22—24).

Człowiek współczesny próbuje być sędzią Dobrej Nowiny, powołując się na zasady przez siebie ustanowione. Jest gotów niejako egzaminować Boga z umiejętności przekonywania.

Taka postawa prowadzi często do „wiary wybiórczej, selektywnej”, która sprzeciwia się i staje w opozycji do integralności wiary.

Słuszny jest postulat, żeby o Bogu mówić językiem zrozumiałym i jasnym, co oznacza odrzucenie wszelkich archa-izmów, tradycji przez małe „t”, przy-padkowych przyzwyczajeń. W treści jednak musi być zachowany „znak sprzeciwu”, którym jest orędzie Ewan-gelii dla świata. Chrystus jest znakiem sprzeciwu, znakiem negowanym, zna-kiem przeciw któremu źle mówią (por. Łk 2,34). Im lepiej mówić o Bogu, tym większy może być sprzeciw (por. J 7,7; 14,17; 15,19; 17,14). Chociaż zawsze aktualne jest zapewnienie Chrystusa, że jest mocen zwyciężyć świat!

Trzeba brać pod uwagę, że tzw. ję-zyk współczesny został w dużym, stop-niu zbudowany na założeniach, które wykluczają Dobrą Nowinę, wprost eli-minują Boga i język wiary, podporząd-kowują często ten język założeniom odrzucającym Boga.

Często pod hasłem mówienia „współczesnym językiem” przycina się i dopasowuje chrześcijaństwo do ram języka, a jego treść nagina się do ludz-kich życzeń i upodobań.

Znamienna jest popularność prze-kładów Biblii na tzw., „język współcze-sny” — czyli nazywając rzecz po imie-niu — parafraz orędzia zbawienia, ograniczanych i niejako „wygładzonych” przez ograniczoność mowy potocznej.

W wielu przypadkach można dziś odnieść wrażenie, że „dostosowanie za wszelką cenę” stało się celem, a reflek-sja teologiczna środkiem. Wiarę i przepowiadanie ocenia się z punktu widzenia żądań politycznych, oczekiwań społecznych (problem teologii wyzwo-lenia), feminizmu, psychoanalizy (np., popularność Drewermana na Zacho-dzie). Ekumenizm od trudnego wezwa-nia do jedności ześlizguje się w stronę łatwego synkretyzmu. Grzech znajduje usprawiedliwienie w „manipulowaniu tekstem biblijnym”.

To wszystko tłumaczy się potrzebą ułatwienia współczesnemu człowiekowi drogi do wiary.

Współczesny chrześcijanin pragnie na wzór życia codziennego „sukcesu wiary”. Tymczasem to grób był pusty; krzyż nie przestał być krzyżem, Zmar-twychwstały — Ukrzyżowanym.

Pozostaje aktualne Chrystusowe ostrzeżenie: „Biada wam, kiedy o was dobrze będą mówić wszyscy ludzie, tak samo bowiem ich ojcowie czynili kłam-liwym prorokom” (Łk 6,26).

A jednak doświadczenie uczy, że dziś człowiek szuka jasnej i jednoznacz-nej prawdy o Boga. Zauważmy, popu-larność Katechizmu. Człowiek pragnie poznać wiarę Kościoła, a nie nauczanie, myślenie, poglądy tego czy tamtego teologa czy duszpasterza.

Jednoznaczność nauczania Jana Pawła II jest dla nas wszystkich drogo-wskazem!

Św. Paweł umacnia nas na drodze integralności przekazu orędzia zbawie-nia, gdy pisze: „Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jak-by Boga samego, który przez nas udzie-la napomnień” (2 Kor 5,20).

Obecny kryzys w Kościele wywo-dzi się między innymi stąd, że jak gdyby rykoszetem cywilizacji różnorodnego gigantyzmu (miast, informacji i przekazu, sukcesu), Kościół, Lud Boży stał się anonimowym tłumem wskutek utraty wyczucia Słowa Bożego, które gromadzi!

Wydaje się więc sprawą pilną od-naleźć i przekazać Słowo Boże jako słowo nadziei, które powołuje i groma-dzi w jedno!

Jako Słowo nadziei, które mobilizuje i dynamizuje.

Jako Słowo dźwięczące, które przemawia do serca i umysłu tłumu.

Jeżeli chce się odnaleźć na nowo „siłę uderzenia” tego Słowa na tłumy, trzeba na początku przestać narzekać i utyskiwać na rzesze.

Dlaczego celebransom, katechetom, wszystkim nauczającym tak trudno ożywić, poruszyć słuchaczy?

Z braku wiary w moc tego Słowa, dynamizmu i techniki przekazu? Tak, to też prawda.

Ale tak z jednej jak i z drugiej strony wydaje się raczej, że chrześcija-nie zamknięci w formułach, przyzwy-czajeniach, utartych nakazach przeka-zywanych bez przekonania, zatracili wyczucie Słowa, które rzesze przemieni w Lud Boży, żyjący Słowem na co-dzień! W tłumie człowiek czuje się sa-motny — we wspólnocie zjednoczonej przez Słowo Nadziei, odnajduje siebie i swoją godność i wielkość! Zwłaszcza młodzi chcą życia we wspólnocie, a nie w anonimowym tłumie!

Nie można też zapominać, że tam gdzie nie było lub nie ma stałego odnie-sienia do Biblii i Magisterium, rodzą się formy pobożności uczuciowej, jałowieje myśl teologiczna sprowadzana do spekulacji rozumowych, dochodzi do przeniesienia zainteresowań i uwagi na pochodne lub drugorzędne aspekty orędzia chrześcijańskiego, wzrostu indywidualizmu i utraty poczucia zmysłu wspólnotowego, szukania innowacji za wszelką cenę, utraty życiodajnych soków tradycji, a wreszcie bałwochwalstwa wobec rzekomych znaków czasów.

Jeśli ludzie sprawujący w Kościele różne posługi, nie są uformowani na lectio divina i nauczaniu Magisterium, jeśli nie czerpią ze źródeł Słowa, okażą się w swoim kaznodziejstwie, w na-uczaniu i w duszpasterstwie „ludźmi podręcznika”, sprawnymi w eseistyce, ludźmi niepewnymi, skłonnymi raczej do rozważania problemów, niż głoszenia Słowa nie jak ci, którzy mają władzę, ale jak uczeni w Piśmie (por. Mt 7,28—29), zubożającymi często Ewangelię, którą głoszą (por. Rz 1,16; 2 Kor 3,12; 4,2).

Jedynie Słowo słuchane, przyjmo-wane, zachowywane i rozważane zdolne jest uformować proroków, którzy po-trafią dokonywać wyzwalających i pionierskich wyborów, uformować ludzi, którzy będąc wierni tej ziemi i ludzkości, mówiliby nam o Bogu! (Enzo Bianchi, Przemodlić Słowo, s. 22).

Wprowadzenie

2. Uwarunkowania podmiotowe

Liturgia jest językiem, którym ludzie mówią do Boga, i w którym przyjmują Jego naukę.

Pierwszym więc warunkiem, który stawia, jest nauczenie się tego języka. Nie wystarczy przy tym umieć mówić, trzeba nadto chcieć mówić, mieć co mówić i widzieć sens mówienia. Wszystkie te wymogi możliwe są do zrealizowania w obrębie wiary. Bez wiary nie ma liturgii. Tam, gdzie zanika wiara, liturgia zamienia się w nędzne widowisko.

Autentyczna i żywa wiara rozwiązuje człowiekowi język, tworzy w nim spontaniczny dialog. Bo wierzyć to wyznawać bliskość Boga przy sobie, dzielić z Nim swoje codzienne doświadczenie, ufać Mu i polegać na Nim. Postawa ta wypływa z wnętrza człowieka i wyraża się w jego zachowaniu, kształtuje jego gesty, słowem — życie zamienia w indywidualny obrzęd.

Liturgia jest urzędowym językiem Kościoła, przez co korzysta z Jego autorytetu. Dzięki temu wierni mają gwarancję autentyczności kultu. Nie ten bowiem kult jest prawdziwy, który nam się podoba, lecz ten, który podoba się Bogu. Kościół jako mistyczne ciało Chrystusa modli się w liturgii z Chrystusem, w Chrystusie i przez Chrystusa i dlatego wierzy, że w tej modlitwie miły jest Bogu. „Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5, 25—27).

Uczestnicy liturgii mówią językiem Kościoła. Mają przeto obowiązek znać ten język, odpowiednio do wykonywanej funkcji, i uczynić go swoim własnym. Uczenie się tego języka odbywa się na rozmaite sposoby. Jest rzeczą charakterystyczną, iż w starożytnym Kościele katechumenów uczono najpierw podstawowych prawd wiary, a dopiero gdy przyjęli sakramenty chrztu, bierzmowania i Eucharystii, podawano im objaśnienie sprawowanych obrzędów. Św. Ambroży pisze, że światło misteriów lepiej przenika do tych, którzy nie otrzymali jeszcze objaśniającego słowa.12 Podobną uwagę czyni św. Cyryl Jerozolimski.13

Ta zaskakująca praktyka rządziła się zasadą, iż porządek nadprzyrodzony naśladuje porządek przyrodzony. Jest to zasada biblijna, przejęta przez Kościół. Takie pojęcia jak narodzenie, życie, wzrost, dojrzałość funkcjonują w obu porządkach. Inne występują w przeciwstawnych parach: upadek — powstanie, grzech — łaska, śmierć — życie, doczesność — wieczność. Gdy ojcowie Kościoła dopuszczali katechumenów do udziału w obrzędach inicjacji chrześcijańskiej, a potem stopniowo objaśniali to, co się stało, naśladowali naturalny wzrost człowieka.

Dziecko uczy się mówić przez obcowanie: najpierw z rodzicami, a potem z dalszym otoczeniem. Gdy ma kila lat, posługuje się już dobrze językiem, nie znając jego gramatyki czy dialektyki. Dopiero potem, i to przez długi okres czasu poznaje teoretycznie tajniki mowy.

Ta droga wchodzenia w liturgię zdaje egzamin wtedy, gdy człowiek od dziecka wzrasta w rodzinie praktykującej i w środowisku żyjącym na codzień wiarą. Znak krzyża czyniony ręką matki, klękanie do pacierza, pierwsze słowa modlitwy są domową liturgią, która bardzo pomaga człowiekowi wejść w urzędową liturgię Kościoła. Pochodząc z rodziny niewierzącej lub wierzącej a niepraktykującej, jest bardzo trudno stać się świadomym i aktywnym uczestnikiem liturgii. Także sposób odprawiania obrzędów liturgicznych posiada tu duże znaczenie. Misterium liturgiczne ma swój klimat, swoją duchową promieniującą atmosferę, która bez słów potrafi przenikać człowieka. Po skończonej liturgii, człowiek wychodzi ze świątyni i mówi: — było pięknie. W tym jednym słowie zawiera on wszystko: teologię i przeżycie. Niesie ze sobą obraz, który przez dni i tygodnie będzie kontemplował i rozważał w swoim sercu, od którego nawet może wznieść się do intelektualnej wiedzy. Obcowanie z ludźmi wierzącymi, wspólne uczestnictwo w liturgii jest najlepszą drogą do nauczenia się języka liturgii.

Niestety, nie zawsze człowiek znajduje optymalne warunki do uczenia się języka liturgii. Wprost przeciwnie, wydaje się, iż z dnia na dzień one się pogarszają. Laicyzacja, sekularyzacja, indeferentyzm, sekciarstwo — to najczęstsze utrudnienia na tej drodze. Coraz więcej, zwłaszcza w dużych miastach, spotyka się ludzi nieochrzczonych, niepobierzmowanych, żyjących w związkach niesakramentalnych lub w ogóle niepraktykujących. Stanowią oni problem sam w sobie (jak pozyskać ich dla Kościoła?) i dla otoczenia. Wywierają bowiem wpływ na innych.

Zaradza się temu po części przez regularnie prowadzone katechumenaty dla dorosłych. Jan Paweł II postuluje nową ewangelizację na terenach, gdzie ziarno Ewangelii już padło, lecz uschło z różnorakich powodów. Pomocną jest katechizacja w szkołach i wszystkie inne formy kształcenia religijnego. Winno ono kierować się przekonaniem, iż teologia jest wiedzą doksalną, czyli taką, która prowadzi do kultu i staje się kultem. Gdy teologia staje się wiedzą dla wiedzy, wtedy właściwie przestaje być sobą, staje się wiedzą religioznawczą.

Trzeba o tym pamiętać na wszystkich tzw. lekcjach religii, aby one były połączeniem teorii z praktyką. Uczymy się zasad mowy, by piękniej mówić. Język wiary najbardziej sprawdza się w liturgii, która jest szczytem, do którego zdąża działalność Kościoła, i źródłem, z którego wypływa Jego moc.14 Sprzyjającymi warunkami ku temu są różnego rodzaju rekolekcje w małych grupach, wakacje z Bogiem, pielgrzymki itd. Na nich bowiem uczestnicy tworzą niemalże naturalne środowisko do religijnego wzrostu.

W procesie uczenia się języka liturgii przez liturgię dużą rolę odgrywa celebrans jako przewodniczący zgromadzenia liturgicznego. Jego znaczenie wzrasta w małych parafiach, gdzie jest jedynym duszpasterzem i codziennie staje przy ołtarzu przed tymi samymi ludźmi. Jest duże także w większych wspólnotach przy zmieniających się uczestnikach. Celebrans podczas liturgii przyjmuje na siebie funkcję znaku i w pewnym sensie weryfikuje czynione przez siebie znaki. Jest on ekranem, z którego wierni odczytują pouczenie o prawdzie tego, co widzą. Jeśli sprawuje on liturgię z wiarą i pobożnością, uważnie i estetycznie, wtedy sam staje się epifanią tego, co czyni. Gdy natomiast wykonuje to z lekceważeniem, bez przygotowania i niedbale, wówczas zamazuje znak liturgiczny, ekran zamienia w brudną zasłonę.

Także wspólnota liturgiczna wywiera wpływ na swoich uczestników. Gdy tworzą ją ludzie, którzy znają się ze sobą, współpracują i realizują wspólne cele, łatwiej im osiągnąć komunię liturgiczną. Gdy natomiast świątynię wypełnia anonimowy tłum, ciężko z niego utworzyć rozumiejącą się wspólnotę. Anonimowość niektórych ludzi zniechęca do udziału w liturgii, często popycha ich ku sektom, innym zaś zapewnia błogi spokój, tym zwłaszcza, którzy boją się lub wstydzą wystąpić publicznie. W okresie komunizmu było wielu ludzi wierzących, a nie praktykujących, po jego upadku pojawili się praktykujący, a nie wierzący. Jedni i drudzy oczywiście są anomalią.

Nie należy potępiać celebracji masowych. Są one manifestacją siły Kościoła. Trzeba dbać tylko o to, aby zgromadzenia liturgiczne nie przerodziły się w wiecowanie lub spędy polityczne. Dobrze byłoby, aby wielkie celebracje były wspólnotami wspólnot, gromadzących razem ludzi, którzy już opanowali język liturgiczny. Małe znaki są małymi epifaniami, duże — dużymi. Ludzie wierzący potrzebują jednych i drugich. Człowiek bowiem potrzebuje nie tylko ciszy, skupienia, intymności, odosobnienia, lecz również bycia razem, modlenia się, radowania się i płakania razem, współmyślenia i współodczuwania.

Uczestnicy liturgii — duchowni i świeccy — są ludźmi codziennego życia. „Radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i wszystkich cierpiących, są też radością i nadzieją, smutkiem i trwogą uczniów Chrystusowych; i nie ma nic prawdziwie ludzkiego, co nie miałoby oddźwięku w ich sercu”.15 Oddźwięk ten ma wpływ na ich życie liturgiczne. Radość, powodzenie, otrzymane dobro pomagają człowiekowi wejść w atmosferę dziękczynienia liturgicznego, trwoga, wielkie potrzeby niemal samorzutnie skłaniają człowieka do modlitwy. Są jednak takie stany, jak spowszednienie, rutyna, nonszalancja, obojętność, które umniejszają lub w ogóle zabijają wrażliwość człowieka na sacrum. W takim układzie znak liturgiczny nie ma siły przebić się przez wewnętrzne ludzkie płoty. Dlatego nieodzownym warunkiem owocnego uczestnictwa w liturgii jest nieustanna praca nad sobą: indywidualna i we wspólnocie, przy udziale i pod kierunkiem mistrza życia wewnętrznego.

————————————————

Przypisy:

1 M. NICOLAU, Teologia del segno sacramentale, Roma 1971 s. 99. 2 KL, 84. Nauka ta opiera się na orzeczeniu Soboru Trydenckiego, ses. XXII z 17.09.1562r. 3 KL, 2. 4 Tamże, 2. 5 Tamże, 6. 6 Tamże, 7. 7 KK, 8. 8 S. LANGER, Nowy sens filozofii. Rozważania o symbolach myśli, obrzędu i sztuki, Warszawa 1976 s. 228—263. 9 I. KANT, Krytyka czystego rozumu, t. 1, Warszawa 1957 s. 139. 10 E. CASSIRER, Esej o człowieku. Wstęp do filozofii kultury, Warszawa 1977 s. 132. 11 A. MISTRORIGO, Guida alfabetica alla liturgia, Casale Monferrato 1997 s. 433. 12 „Nunc de mysteriis dicere tempus admonet atque ipsam rationem sacramentorum edere, quam ante baptismum si putassemus insinuandam nondum initiatis prodidisse potius quam edidisse aestimaremur. Deinde quod inopinantibus melius se ipsa lux mysteriorum infuderit quam si ea sermo aliqui praecucurrisset”. ŚW. AMBROŻY, De mysteriis, I, 2 w: Sources chretiennes, t. 25 bis, Paris 1959 s. 156. 13 ŚW. CYRYL JEROZOLIMSKI, Katechezy mistagogiczne, 1, w: tamże, t. 126, Paris 1966 s. 82—84. 14 KL, 10. 15 KDK, 1. 16 Bliższe wyjaśnienie pojęć zob. E. OZOROWSKI, Natura — kultura — gospodarka, WKAB, 6(1997) nr 4 s. 47—59. 17 „Jest właściwością osoby ludzkiej, że do prawdziwego I pełnego człowieczeństwa dochodzi ona nie inaczej jak przez kulturę”. KDK, 53. 18 Tamże, 53. 19 KL, 34. 20 Szerzej pisałem o tym w: Kościół w Polsce w trzydzieści lat po zakończeniu Soboru Watykańskiego II, Studia Teologiczne. Biał. Droh. Łom., 14(1996) s. 47—60. 21 KK, 51.



[1] Paul de Clerck, Zrozumieć liturgię, Kielce 1997.

[2] Tamże, s. 19.


Nadesłane artykuły opublikowane w serwisie internetowym są własnością autorów.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.


W górę
Cofnij Strona główna Copyright © 2000-2017 by Diecezja Sandomierska
Poinformuj Redakcję Portalu: www@sandomierz.opoka.org.pl
Aktualizacja: 7 czerwca 2011