Ks. mgr Andrzej Rusak
Homilia i słowo o zmarłej Siostrze Reginie Sławskiej
Sandomierz u Św. Pawła, dn. 13.XII.2007
Nie wolno tracić nadziei!
Pocieszcie, pocieszcie mój lud- mówi wasz Bóg. Przemawiajcie do serc Jeruzalem
i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył? Iz 40,1
Słowa pocieszenia wypowiadane przez Izajasza proroka rozważał Kościół w liturgii w ten dzień wtorkowy, który był ostatnim dniem ziemskiej wędrówki naszej siostry Reginy. Każdy, kto znał ją rozumie te słowa, które pasują tak bardzo do jej życiowej postawy człowieka wiary, nadziei i pogody ducha. Jak dziś słyszę jej radosne słowa do swojej współ siostry śp. Aleksandry, kiedy je odwiedzałem podczas studiów seminaryjnych. Schorowana s. Aleksandra mówiła wtedy: dziecko czy ja doczekam twoich święceń kapłańskich? Wówczas gromko siostra Regina wołała: ależ siostro nie trzeba nigdy tracić nadziei! Uśmiechnięta, poprawiając okulary podczas oglądania całego wałka materiału na pierwsze komże dla całego rocznika mówiła: damy radę - jak bóg pobłogosławił, pięćdziesięciu, co za radość w sercu. Te zwyczajne wspomnienia wyrażają prostą prawdę o jej życiu i posłudze. Jak bardzo potrzeba nam takiej postawy, aby samemu nie oczekiwać pocieszenia lecz nieść pociechę dla innych. Rodzi się taka postawa w sercu otwartym na działanie łaski, na działanie Słowa Bożego. To nic, że ciało nasze jest jak trawa, usycha, ... lecz słowo Boga naszego trwa na wieki. Rozważanie słowa Bożego rodzi nadzieję i pokój. Siostra Regina lubiła słuchać i medytować nad Bożym słowem. Lubiła też słuchać o świecie, była zawsze ciekawa życia własnej parafii. Omdlała wiele spraw, polecając Bogu kapłanów: Księże, ja o was pamiętam - mówiła ukazując różaniec a oczy w szczuplutkiej twarzy ożywiały się uśmiechem. Dziś możemy modlić się z Izajaszem słowami: podnieś mocno swój głos, zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem. Podnieś głos w niebieskim Jeruzalem za nami, za twoim umiłowanym Zgromadzeniem wspólnoty Sióstr, aby Pan usłyszał i umocnił naszą nadzieję abyśmy byli Jego uczniami przemawiającymi do serc, pocieszającymi Boży lud.
Papież Benedykt w swojej Encyklice Spes salve, o nadziei pisze, że "Szczególnie wymowne jest świadectwo osób konsekrowanych... W kontekście zeświecczenia i konsumpcjonizmu życie konsekrowane staje się coraz bardziej znakiem nadziei... Kobiety zawsze odgrywały znaczącą rolę w dawaniu świadectwa Ewangelii... poprzez dzieło wychowania, katechezę, rozwijanie wielkich dzieł miłosierdzia, przez życie modlitwy i kontemplacji, doświadczenia mistyczne oraz pisma bogate w ewangeliczną mądrość" (jw. 37, 42). Przypomniał tę naukę ks. bp. Marian Zimałek właśnie we wtorek podczas Mszy Św. w bazylice katedralnej sprawowanej w intencji beatyfikacji Sług Bożych z naszej diecezji: ks. bpa Piotra Gołębiowskiego, którego tak serdecznie zmarła siostra wspominała; ks. prof. Wincentego Granata, ks. Antoniego Tworka i s. Kolumbę Białecką- mówił o nich, że stali się świadkami nadziei w dobie, kiedy tej nadziei ludziom szczególnie brakowało. Jest to nauka dla nas pełna zachęty do upraszania sobie i innym u Pana łaski mocnej nadziei. Służy temu modlitwa, słowo Boże i akceptacja życia. Z takiej postawy popłynie dobro, które jest mocnym głosem świadków nadziei.
Siostra Jadwiga, imię zakonne - Regina, Sławska, c. Stanisława i Teofili, ur. 29 lutego 1924 r. w Boduszowie. Do Zgromadzenia Córek św. Franciszka Serafickiego (wówczas jeszcze Stowarzyszenia Sióstr Franciszkanek) wstąpiła 24 czerwca 1951 roku. Nowicjat rozpoczęła 7 grudnia 1951, a 8 grudnia 1952 roku złożyła pierwszą profesję. 8 grudnia 1959 r. - razem z całą, zatwierdzoną na prawie diecezjalnym, rodziną zakonną przyjęła habit Córek św. Franciszka i złożyła profesję wieczystą wg nowych zatwierdzonych Konstytucji.
Swoją posługę apostolską zaczęła od pracy w ogrodzie na pl. Św. Wojciecha 3 w Sandomierzu, potem została skierowana do pracy na placówki parafialne, najpierw do Majdowa, potem do Opatowa. Po kilku latach wróciła do Sandomierza i została krawcową. Szyła habity i szaty liturgiczne. Od 1969 r. przez wiele lat była opiekunką dzieci w historycznym już dzisiaj "przedszkolu Sióstr Franciszkanek" przy ul. Miłej 4, obecnie Podgórze. Po zamknięciu tej placówki nadal pozostawała krawcową. Przez kilka lat była też przełożoną Wspólnoty Sióstr przy ul. Miłej. Od 1991 r. zamieszkała w domu nowicjatu i nadal zajmowała się szyciem habitów i szat liturgicznych.
Chorowała na nadciśnienie i tarczycę. Nie lubiła zażywać medykamentów. Zachowywała dragońską dietę i uprawiała gimnastykę. Bardzo cicha, zawsze spokojnie uśmiechnięta, pełna franciszkańskiej pokory i prostoty. Dużo się modliła. Była lubiana przez wychowanków. Potem rozpieszczana wręcz przez młodzież zakonną.
Zimą ubiegłego roku dostała udaru. Od tego czasu leżała przykuta do łóżka. Doświadczenie chorobą i związanymi z nią cierpieniami znosiła mężnie. Na początku grudnia zasłabła. Została umieszczona na Oddziale paliatywnym sandomierskiego szpitala, gdzie zmarła we wtorek, dnia 11 grudnia, w godzinie Apelu Jasnogórskiego. 8 grudnia minęło 55 lat jej życia konsekrowanego. Zmarła mając niespełna 84 lata.
Były to lata daru życia dla Boga, dla bliźnich. Lata rezygnacji z siebie dla innych w prostym posługiwaniu, aż po krzyż cierpienia ostatniego jej czasu. Kiedy odwiedziliśmy ją w cierpieniu z ks. prał. Władysławem Karwackim pochodzącym z tej samej miejscowości co siostra, mówiła wówczas, bez żadnej skargi, że Bóg dał jej cierpienie, bo tak chciał, więc ona to przyjmuje. Tak prosto i szczerze z pełnym zawierzeniem. Świadoma była zbliżającego się dopełnienia czasu. Mówiła, księże patrzę na obrazek ten z Golgoty z radością. Tam też będę pamiętać! Czas jej służby się skończył - ale tylko tu w jej kochanym mieście, klasztorze- lecz według jej słów- trwa dalej w Panu. I niech trwa wiecznie jak wierzymy nadzieją napełnieni. Amen!
Nadesłane artykuły opublikowane w serwisie internetowym są własnością autorów.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.